czwartek, 12 lipca 2012

Wakacyjna kuchnia

Witajcie Drogie Siostry, dzisiaj szybki post kuchenny, mało gadania i dużo zdjęć:) 
Tytuł posta nie dotyczy wakacyjnego menu:), a jedynie wyglądu kuchni. 
Lato, planowany krótki urlop i wyjazd nad morze zainspirowały mnie do wakacyjnej aranżacji kuchni. 
Starszyzna wróciła dzisiaj z Mazur, opaleni, podrapani i brudni, ale szczęśliwi i stęsknieni za mamusią:) Jutro po pracy wyjeżdżamy do Kołobrzegu na kilka dni, starsze dzieci zostają u dziadków i znów będziemy mieć tylko jedno dziecko:) 

Pozdrawiam serdecznie, lecę pakować walizki, miłego oglądania:)

















niedziela, 8 lipca 2012

Nadrabiam zaległości

Witajcie niedzielnie, korzystając z wolnej chaty:) i z tego, że nikt nie bałagani nadrabiałam wczoraj zaległości porządkowe. Na pierwszy ogień poszedł pokój Weroniki, do którego przymierzałam się już od kilku dni. Trzeba było posegregować zabawki, kredki, mazaki i tony innych tzw. pierdół, które się nagromadziły, zrobić porządek z książkami i zeszytami szkolnymi i generalnie ogarnąć pokój. 

Przy okazji w jednym z koszyków odnalazły się wieszaczki, które jakiś czas temu kupiłam we Flo i które pokazywałam TUTAJ.
Jak to często u mnie bywa - wieszaki odleżały swoje i postanowiłam w końcu jakoś je zagospodarować. Wymyśliłam, że zrobię z nich tablicę na klucze. Przykleiłam je klejem na gorąco do starego obrazka, którego tło pomalowałam na delikatny błękit i powiesiłam w miejsce wcześniejszego wieszaka.


 




Zmontowałam też wieszak na biżuterię do Weroniki wykorzystując pokrywkę drewnianego pudełka i inny metalowy wieszak.




Przy okazji porządków zagospodarowałam miejsce za drzwiami, które było jakieś takie puste po wyniesieniu stamtąd szafy. Kącik okazał się idealny do wyeksponowania letniej sukienki Wery:)



Na allegro trafiłam na piękną pościel NEXT w  różowy dziewczyński deseń. Jako maniaczka pościeli nie potrafiłam się powstrzymać od zakupu...:)





Na skrzynię trafiły poduchy z Jyska, które kupiłam jakiś czas temu na kuchenne krzesła. Jednak w kuchni póki co ich nie wykorzystam, bo przy każdym jedzeniu dzieci "drżałam" o nie :), czy aby nie zostanie wylane na nie kakao, albo zupa pomidorowa...:) Dla mojego świętego spokoju na krzesła w kuchni wróciły stare pokrowce, które łatwo się piorą, a Wera zyskała fajne siedzisko dla siebie i swoich koleżanek:)







I druga - robocza:), część pokoju




Generalnie pokój jest malutki, wiele miejsca zabiera duże łóżko, które jednak jest wygodne i przydatne. Chciałabym zamienić je na jakieś mniejsze rozkładane, ale znając życie wiem, że nikomu rano nie będzie chciało się chować pościeli, więc i tak byłoby cały czas rozłożone. Regał też jest za mały, nie mieszczą się wszystkie książki i zabawki, dlatego część jest u chłopaków w pokoju. Cały czas na powieszenie czekają dwie białe półki...czekają na wenę męża do wiercenia i moją decyzję, gdzie je powiesić...:)

W następnych dniach mam nadzieję ogarnąć pokój chłopaków, o ile towarzystwo nie wróci wcześniej z Mazur. Dzisiaj część nocy spędzili w samochodzie, a rano wylewali wodę z namiotu...:) Ja za to fajnie spędzam czas z moim najmłodszym dzieciem, już zapomniałam jak to czasami dobrze mieć tylko jedno dziecko...:)

Miłej niedzieli, pozdrawiam serdecznie:)

czwartek, 5 lipca 2012

Weekend z oddechem



Witajcie Siostry,
znowu będę się powtarzać, ale znowu odpłynęłam z naszego blogowego świata. Przez ostatnie kilkanaście dni nie miałam totalnie czasu na żadne poczynania związane z Mieszkaniem. Ledwo co udaje mi się ogarnąć dom na bieżąco, na  dekorowanie, robienie zdjęć, pisanie, podczytywanie Waszych blogów nie starczało mi już ostatnio doby...
Za to miniony weekend spędziłam tak jak lubię, w ogrodzie teściów z papierem ściernym i białą farbą:) Bardzo brakowało mi ostatnio po prostu bycia na świeżym powietrzu. W pracy większość dnia spędzam w klimatyzowanym biurowcu, potem w dusznym autobusie, tudzież tramwaju. W biegu odbieram dzieci, czego nie można nazwać dotlenianiem się,  i ściągam do domu, w którym ciągle jest coś do zrobienia. Znacie to...? :)

Dlatego całą sobotę i niedzielę dotlenialiśmy się w ogrodzie - dzieci wybiegały się, i to dosłownie:)





Ja natomiast zabrałam się za drewnianą dechę, którą przytargałam również z  Kołobrzegu z piwnicy rodziców. 

 
Wiem, wiem,  na pierwszy rzut oka  wygląda jak ...nagrobek...albo jak tablica na 10 przykazań...:) Ale to lite drewno z fajnie wyciętym zaokrągleniem. Nie miałam na nią pomysłu, dlatego odleżała swoje w bagażniku w samochodzie. Decha wymagała odświeżenia, co też uczyniłam:)




 Na na rynku w Ostrołęce kupiłam  metalowy świecznik- motyl za całe 7 zł ze szklanymi witrażykami. Trochę białej farby się znalazło, więc motyl i decha od razu poszły pod pędzel. 
Chyba coś ze mną nie tak, ale muszę przyznać, że uwielbiam taką robotę i wszelkie szlifowania, malowania ogromnie mnie relaksują:) Szczególnie jeśli można takie prace robić na świeżym powietrzu, a nie np. w blokowej kuchni...:)


 No i efekt - powstał kwietnik, dekoracja na balkon lub do domu - jak kto woli:)




***
Udało mi się również trochę obfotografować dzieci - głównie Dominika, który wyjątkowo ochoczo współpracował pokazując swojego guza na czole:)






W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w tzw. polu na szybką sesję zdjęciową:)




A jutro starszyzna, czyli Weronika i Mikołaj jadą z Pawłem pod namiot na Mazury. W planach mają tygodniowy pobyt, ale zobaczymy, czy pogoda dopisze. Ja zostaję sama z Dominikiem,  liczę więc na złapanie oddechu:) jeśli wiecie, o czym mówię...:)

Pozdrawiam Was serdecznie:)