Ostatecznie dywan kupiliśmy w Leroy Merlin - jest jasny, puszysty, w dotyku miękki i nie sztuczny, no i cenowo atrakcyjny.
Pokój zdecydowanie zyskał na przytulności, no i dzieciaki zyskały nowe miejsce do przesiadywania, bo na gołym parkiecie nikt nie leżał,a teraz i owszem:)
Przy okazji wpadłam do Jyska, w którym dawno nie byłam. Wyszłam stamtąd z kilkoma akcesoriami, m.in. z poduszką z wiewiórką, plastikowym koszem dla Wery (taki sam tylko niebieski mam u chłopaków) i fioletowym abażurem do lampki
Tak poza tym fiolet w dodatkach wprowadziłam w większej ilości, chyba pora roku tak mi się udziela...
Niestety z naszego zielonego gaju za oknem za chwilę nic nie pozostanie, liście zżółkły, za moment zostaną same gałęzie...I tak na najbliższe pół roku...
Mimo to uwielbiam to nasze 4 piętro bez windy i chyba tego widoku za oknem będzie mi brakowało najbardziej, jeśli przyjdzie nam się wyprowadzić stąd. W sprawie sprzedaży naszego M - sprawa nadal w toku, mamy w ostatnim czasie jakiś nawał zainteresowanych i oglądających, więc pewnie w końcu, za jakiś czas sfinalizujemy temat. Chociaż, czym bardziej realna jest ta perspektywa, tym bardziej mi żal...
Pozdrawiam Panie serdecznie!
Udanego tygodnia i szybkiego piątku:)
