Cześć, witajcie!
W ostatnim poście pokazywałam Wam zaczątki jednej z sypialni, a dzisiaj kolejne pomieszczenie. Tym razem kuchnia, a właściwie jej druga część. W tym pokoiku spaliśmy przez ostatnie kilka miesięcy...;)
Przy głównej kuchni, która jest malutka mamy przechodnie pomieszczenie, które wykorzystamy na lodówkę i najprawdopodobniej zabudowę z szafek stojących. Za kredensem, który widzicie na zdjęciu jest przejście do salonu, które zostanie ponownie otwarte za jakiś czas;)
To jest zdjęcie tego pomieszczenia z naszych początków w domu, rok temu:
Kredensu tutaj Wam jeszcze nie pokazywałam. To mebel, który wypatrzyłam na jednej z grup facebookowych, jest sosnowy, zeszlifowany ze starych powłok, w idealnym stanie. Kupiłam go jeszcze przed wakacjami. Bardzo podoba mi się odcień tego sosnowego drewna, taki ciepły, który dodaje przytulności i taki chcę zostawić, zabezpieczę go jedynie bezbarwnym lakierem. Docelowo stanie gdzieś w salonie lub przy kuchni, a póki co ustawiliśmy go w tej części kuchennej, żeby mieć pod ręką naczynia, a poza tym salon stał się na razie magazynem i graciarnią;)
Środek kredensu wyłożyłam samoprzylepną tapetą w paski, której miałam kawałek, bardzo ładnie i estetycznie to wygląda i polecam takie rozwiązanie do szuflad.
Zdecydowaliśmy się na lodówkę wolnostojącą. Szukałam jakiejś kremowej, ale ciężko znaleźć ładny i neutralny odcień. Poza tym planuję raczej kremowe fronty Ikea Bodbyn, takie jak mamy w warszawskiej kuchni i obawiałam się, że ciężko będzie w ciemno dopasować odcień jasnej lodówki do tych frontów.
Wiedziałam, że jedynym słusznym wyborem będzie lodówka w odcieniach niebieskiego i błękitu:) Mąż nie był przekonany do tego modelu, ale chyba też mu się podoba;) Taką samą kupiłam kilka lat temu mojej mamie, widziałam więc na żywo, jaki ma kolor i wielkość. Ten model udał się Amice bardzo, odcień jest bardzo ładny, wesoły, ale jednocześnie stonowany. Za każdym razem jak wchodzę do tej części kuchni utwierdzam się w przekonaniu, że to był dobry wybór:)
Mamy więc w tym kuchennym pokoiku sosnowy kredens, błękitną lodówkę i stół z naszego starego mieszkania, który oddała nam lokatorka (stare mieszkanie cały czas wynajmujemy).
Cieszę się pomimo tego całego bajzlu, który trwa już ponad rok, że możemy na spokojnie przyzwyczaić się do tego domu, oswoić go, wypróbować różne rzeczy, przetestować, przemyśleć. Jak chociażby ten kąt przy lodówce-miałam na niego już różne pomysły, od wyspy kuchennej, ławki pod oknem i stołu, po zwykłe szafki kuchenne. Ale wstawiłam ten sosnowy kredens i zastanawiam się, czy może nie wstawić obok lodówki jakiegoś starego zabytkowego drewnianego bufetu...;) Ale w sumie stół w tym miejscu, taki na szybkie posiłki, też nam się dobrze sprawdza, więc bądź tu mądry człowieku;) Mamy na szczęście jeszcze trochę czasu.
Ale żeby nie było tak pięknie cały czas do zrobienia czekają ściany w głównej kuchni...;)
A główna kuchnia wygląda póki co trochę gorzej;)
Położona jest nowa elektryka, wyciągnięte są kable pod wszystkie sprzęty, wymienione jest okno, zaklejone są dziury po kuciu pod nowe kable i tyle. Mamy tymczasowe szafki z płyty osb, nowy zlew i płytę indukcyjną oraz zasłonki pełniące rolę frontów kuchennych;) Ściany czekają na gładź i położenie płytek. Póki co każdą wolną chwilę Paweł poświęca na dokończenie prac dachowych, a na prace w środku przyjdzie czas jesienią i zimą. Wczoraj zamówiliśmy blachodachówkę i wszystkie akcesoria, rynny, podbitki i okna dachowe na poddasze. Więc w porównaniu do prac dekarskich gładź i płytki w kuchni, to kosmetyka...;)
Na dzisiaj to tyle, w następnym poście postaram się Wam pokazać jak ogarnęłam nasz przedpokój i drzwi do piwnicy:)
Pozdrawiam serdecznie!
Asia





























Już jest pięknie, podziwiam 😍
OdpowiedzUsuń