czwartek, 18 września 2014

Dziękuję




Dziewczyny Moje - dziękuję Wam za wyrazy współczucia, kondolencje, za każdy komentarz i mail, w którym pocieszacie mnie, dodajecie otuchy. Dzięki temu wiem, że nie jestem sama, a strata bliskich dotknęła wiele z Was. Dziękuję za Waszą troskę, za pytania, jak się trzymam. Dziękuję za modlitwę i za Wasze rady - żeby mieć dobre wspomnienia, że czas leczy rany, że mam dla kogo żyć... 

Dziękuję z całego serca !

 ****
W ostatnich tygodniach wyhamowałam w różnych sprawach, w tym i wnętrzarsko, ale powoli wracam. Zawsze takie działania sprawiały mi dużo przyjemności, były relaksem. Nie chcę tego tracić. Wciągnął mnie wir sprzątania, porządkowania, układania wszystkiego od nowa - i w głowie i w mieszkaniu. W najbliższym poście pokażę Wam co zdziałałam.

Pozdrawiam Was ciepło!

czwartek, 11 września 2014

Szerokiej drogi Tatuś




Sama nie wiem, jak zacząć ten post...

Mój Tata odszedł od nas 4 września, tydzień temu. Przegrał walkę z chorobą, która błyskawicznie go zaatakowała i nam go zabrała.
Rak prostaty - podobno można z tym żyć, leczyć, ale nie było mu to dane. Pan Bóg wezwał go do siebie.
 
Odszedł spokojnie, we śnie, w swojej sypialni, w swoim łóżku u boku żony, z którą przeżył ponad 40 lat.
 
Podobno na taką spokojną śmierć trzeba sobie zasłużyć... Może... Ale dla nas to marne pocieszenie.

Za mną, za nami, niewyobrażalnie ciężki tydzień - poranny telefon od mamy sprzed tygodnia o 6.30 rano, błyskawiczne pakowanie, przyjazd do Kołobrzegu, sprawy formalne, papierkowe, organizacyjne, pogrzeb... I ciągłe pytanie w głowie - dlaczego tak szybko? Przecież miało być lepiej...

Mój Tata - dobry, spokojny człowiek, bez gniewu i złości w sobie, ktoś, na kogo zawsze mogłam liczyć, ktoś, kto był w stanie zrobić dla mnie wszystko...

Mój Tata - marynarz - popłynął w swój ostatni rejs.

Szerokiej drogi Tatuś...

W ostatnich tygodniach dużo schudł i wiele wycierpiał. Ale dla mnie pozostanie na zawsze taki, jak na poniższych wakacyjnych zdjęciach dokładnie sprzed roku - ciepły, przy kości, z siwą czupryną... Takiego chcę go zapamiętać. Cieszę się, że w zeszłe wakacje uchwyciłam go w różnych domowych sytuacjach i w najgorszych snach nie przyszyłoby mi do głowy, że za rok już go nie będzie.







 

Pierwsze urodziny i komunia Weroniki



Moi Rodzice na naszym weselu-uśmiechnięci i szczęśliwi

i jakieś 40 lat wcześniej-uwielbiam to zdjęcie


I ja z tatą 38 lat temu


***
A świat kręci się jakby nigdy nic, ludzie chodzą po ulicy, śmieją się...
I chociaż tak strasznie boli, to dla nas też życie toczy się dalej.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...