poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Dodatków nigdy dość

Witajcie!
Dziś przedurlopowo króciutki post, w którym chciałam Wam pokazać nowe dodatki, jakie nabyłam w ostatnim czasie. Pomimo prób ograniczania zakupów tego typu przedmiotów i silnej woli:), czasami pokusa jest silniejsza...:) Nasze M nie jest z gumy, staram się na bieżąco pozbywać rzeczy niepotrzebnych, albo takich, które wiem, że nie będą mi już pasowały, oddając je najbliższej rodzinie lub wywożąc na działkę, gdzie przydaje się wszystko:) W to miejsce pozwalam sobie czasami na coś nowego:)
I tak wizyta w TK Maxxie niestety skończyła się tym, że do domu przytargałam nową lampkę i wiklinowy klosz na owoce. Lampki takiej akurat nie mam, a kosztowała niewiele, z kolei kosz jest po prostu praktyczny:)

Oba przedmioty kupiłam z myślą o naszej kuchni, która od miesięcy woła "odmaluj mnie" i czeka na odświeżenie. Chciałam to zrobić w jeden z ostatnich weekendów, ale afrykańskie temperatury nie sprzyjały tego typu pracom. Muszę odświeżyć sufit i ściany, a tak z grubszych rzeczy, to przydałoby się również wymienić fronty, blat i zlew, chciałabym również zabudować szafki pod sam sufit, ale póki co muszę przekonać męża, że jest to konieczne ;)






W TK Maxxie kupiłam też pleciony kosz, który ukrywa m.in. ostatnie wydania "Mojego Mieszkania", do których lubię często zaglądać :)
Pod ostatnim postem o metamorfozie salonu z granatową ścianą, która z resztą cieszyła się Waszym uznaniem (DZIĘKUJĘ BARDZO!), pojawiły się m.in. pytania, co się stało z naszą szafą Pax z salonu. Otóż szafa jest, ale już jakiś czas temu trzy jej części wstawiłam do przedpokoju. No nie jest to moje wymarzone miejsce dla niej, zabrała nam trochę i miejsca i światła, ale z dwojga złego wolę to ustawienie i ciut luźniejszy salon. Jedna z części została w salonie i stoi przy oknie.
Wierzcie mi, że upchnięcie 5 osób na 54 metrach, to niezła żonglerka...




****
A już jutro obieramy kierunek Kołobrzeg,
a w kolejną środę... kierunek Grecja...
Ach...:))