środa, 17 października 2018

Jesienne nowości



Witajcie!
Wpadam dziś na chwilę z postem o kilku nowych drobiazgach, które w ostatnim czasie przytargałam do domu:) Generalnie staram się ograniczać mocno od jakiegoś czasu zakupy wnętrzarskie, bo po prostu nie mam fizycznie gdzie trzymać kolejnych zdobyczy:)
Niestety częste wyprzedaże oraz przeróżne okazje kuszą...
I tak np. nieopatrznie weszłam ostatnio do Home&You, gdzie za kilkanaście złotych czekało na mnie takie piękne duże drewniane ptaszysko:)
Dekoracja pasuje bardziej do letnich dekoracji marine, ale w jesiennych beżach i brązach też się broni:)

 



Albo taka puszysta włochata poducha, idealna na jesień i idealnie pasująca do białego narożnika:)



Jasne zasłony w salonie zmieniłam na kraciaste. Lubię je bardzo, pokazywałam je Wam już wielokrotnie, ten wzór dodaje przytulności i takiego lekko wiejskiego klimatu we wnętrzu. 
Tkanina, to oczywiście Berta Ruta z Ikei. 
Cenowo uszycie zasłon z takiej tkaniny wychodzi dosyć korzystnie, cena 1 metra, to 30 zł razy ok. 5 metrów daje 150 zł za 2 zasłony. 
Porównując ceny gotowych zasłon, warto uszyć samemu. 
Ja swoje po prostu podszyłam i zrobiłam na karnisz taki tunel. 
W Home&You spodobały mi się ostatnio kremowe zasłony, ale cena 149 zł/sztukę skutecznie mnie zniechęciła. 
Poczekam może na jakąś wyprzedaż:)



A z kuchennych nowości, to pojawił się nowy turkusowy czajnik:)
Nasz stary elektryczny DeLonghi przetrwał ponad 12 lat, zagotował hektolitry wody, ale w końcu wyzionął ducha.
Chciałam się skusić na piękny pastelowy czajnik Smeg, który jest równie piękny, jak drogi..., ale ostatecznie mamy Vintage Cuisine:)






Pozdrawiam Was serdecznie!:))

poniedziałek, 1 października 2018

Granatowa kuchnia



Dobry wieczór:)
Dzisiaj spóźniony post o mojej świeżo odmalowanej kuchni:)
W zeszły weekend w końcu stwierdziłam, że po niemal 4 latach nadszedł czas na odświeżenie naszej 6-metrowej kuchni. Zabierałam się za to już od kilku miesięcy, ale najpierw wiosna, kiedy każdą wolną chwilę spędzałam na działce, później było lato i niemiłosierne upały, urlopy, wakacje, wyjazdy i w końcu nadeszła ta wiekopomna wrześniowa chwila:)

Myślałam o różnych kolorach, po głowie chodził mi jakiś beż, szarości już nie chciałam, zdecydowanie opatrzyły mi się i w domu i na różnych inspiracjach w necie... Stwierdziłam, że najlepsza i najbezpieczniejsza będzie biel...:)
Pomalowałam więc sufit i wszystkie ściany na biało. Zrobiło się czyściutko, świeżo, jasno, przyjemnie. Ale czegoś mi brakowało, jakiegoś "pazura", kontrastu dla białych mebli i dodatków.

Przypomniałam sobie o puszce z granatową farbą Beckersa (kolor Midnight), którą miałam w piwnicy po malowaniu salonu. Od razu wiedziałam, że muszę ją wykorzystać i że to będzie TO:)
Wahałam się jeszcze nad pomalowaniem ściany po lewej stronie nad boazerią, ale na tyle, to już mi nie starczyło odwagi...:) Bałam się, że będzie za ciemno, jak na i tak małe pomieszczenie. I chyba poszłam dobrym tropem, bo jedna ściana z oknem plus fragment nad płytkami, to wystarczająco mocny akcent.

Jak to przy malowaniu bywa, bajzel co niemiara ;) Ale za to była okazja do gruntownych porządków we wszystkich zakamarkach.



Na tle granatowej ściany o wiele lepiej wygląda biała roleta rzymska, która sama w sobie jest fajną okienną dekoracją. Roleta, jak widać, jest zawieszana na szelkach na karniszu, więc nie wymaga żadnego mocowania do okna czy ściany. Kupiłam ją w dekoria.pl
Przeprosiłam też moją starą żeliwną wagę, którą przytargałam kiedyś z rynku w Kołobrzegu. Odstała kilka lat schowana, a w sumie jest ciekawą kuchenną dekoracją:)

Granat bardzo dobrze skomponował się z bielą szafek i płytek, fajnie z nimi kontrastuje.
To jest w ogóle dobre połączenie kolorystyczne, daje takie poczucie czystości i świeżości, a miętowe dodatki jako trzeci kolor przełamują to zestawienie.

Sam granat w kuchni jest chyba u nas jeszcze mało popularny, chociaż coraz częściej można spotkać meble kuchenne w tym kolorze, które też mi się bardzo podobają, ale chyba nie zdecydowałabym się na taki kolor zabudowy. Ścianę zawsze łatwiej przemalować, niż zmienić meble:)

A sama nasza kuchnia, to blokowe maleństwo i dizajn sprzed niemal 14 lat:) Pewnie, że marzy mi się ogromna kuchnia z jadalnią, wyspą, kredensem i wysoko ustawionym piekarnikiem oraz niezliczoną ilością szafek...:) W naszej jest wiele błędów, rzeczy, które teraz bym zrobiła inaczej, ale - może trudno w to uwierzyć - generalnie się sprawdza w użytkowaniu i to dla 5 osobowej rodziny...:)

Pozdrawiam Was ciepło!:)















poniedziałek, 17 września 2018

Końcówka lata


Cześć Dziewczyny!
Piękne mamy to lato w tym roku, nawet teraz, w jego końcówce.
Ale nie da się ukryć, że jesień już za pasem, czuć to szczególnie rano, kiedy o 7.00 rano idę do pracy i bez ciepłego swetra ani rusz. Dzisiaj rano też zauważyłam, że mieliśmy lekko ciepłe kaloryfery, a to oznacza, że noce przez kilka dni były naprawdę chłodne.

Oznaką jesieni są też dla mnie wrzosy i wrzośce, posadziłam ostatnio kilka na balkonie, a w sobotę z bazarku przywiozłam ładny zielony wrzos przypominający cyprysika.
Niestety sprzedawca uprzedził mnie, że wrzos niedługo zakwitnie i z czasem uschnie, ale póki co, cieszy oko:)

 







Na działce też bardzo obrodziły nam jabłka i gruszki, nie nadążamy ich zjadać, chyba muszę pomyśleć o jakiś przetworach. 

Może macie jakiś dobry przepis na gruszki? 
Co można dobrego z nimi zrobić? 

Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki:)


Mamy też parę krzaków pigwy, które również obrodziły, może skuszę się w tym roku na nalewkę, a jeśli nie, to zużyjemy ją po prostu do herbaty, zamiast cytryny.
Herbata z pigwą jest bardzo smaczna, a sama pigwa ze względu na bardzo dużą zawartość witaminy C zwiększa odporność i jest naturalnym lekiem w różnych infekcjach.








Sokole oko niektórych z Was pewnie zauważy, że konsolka z przedpokoju znowu stanęła przy sofie.
Po długich namysłach zdecydowałam się w końcu na szafkę na buty w przedpokoju, na którą musiałam zrobić miejsce. Jeszcze nie dotarła do mnie, będzie dość duża, mam nadzieję, że nie zagraci przedpokoju mocno.
Niestety to kolejny mój wnętrzarski kompromis i zwycięstwo użyteczności nad tym, co by się chciało...




****
A na koniec chciałam Wam się jeszcze pochwalić moim przedłużonym daszkiem nad działkową werandą. Ja wiecie w zeszłe lato zadaszyliśmy werandę, ale tylko w połowie. Po jednym sezonie okazało się, że zdecydowanie przydałoby się zadaszyć całość, do końca.
Tu jak zawsze mogłam liczyć na moich teściów - przyjechali z gotowymi materiałami, kilkoma nowymi roślinami przy okazji i w zeszłą sobotę teść z Pawłem dostawili daszek. Ja w tygodniu wpadłam i pomalowałam słupy na biało, no i mamy teraz spory kawałek miejsca, gdzie można się schować, a i drewniana podłoga nie będzie już tak narażona na zamoknięcie.

Dla przypomnienia - tak wyglądała weranda 



Tak po dodatkowym zadaszeniu

I tak po pomalowaniu słupów na biało



Nie mogę się też nadziwić, jak wystrzeliły nam iglaki. Posadziliśmy je 4 lata temu jako malutkie sadzonki, ok. 40 cm, niezagęszczone. Pamiętam jak Paweł zamówił 100 sztuk przez internet, a one przyszły w niewielkim pudełku i obawiałam się, że żaden z nich się nie przyjmie i że wyrzuciliśmy pieniądze w błoto... A tu proszę:)



Pozdrawiam Was ciepło i przypominam się z przepisami na gruszki:)
Ktoś? Coś?:)

INSTAGRAM