Cześć, witajcie!
Zbierałam się do tego posta znowu od kilku tygodni, nazbierało mi się mnóstwo zdjęć z naszego wiejskiego remontu... Jeździmy tam teraz tylko w weekendy więc podgonić w pracach remontowych się nie da, szczególnie, że jak przyjeżdżamy po tygodniu, to jest mało przyjemnie, bo zimno, mamy dosłownie kilka stopni, więc zanim rozpalimy kominek i dom trochę się nagrzeje, to musimy wracać.
W ten weekend nie było nas na wsi, byłam w Kołobrzegu u mamy. Sformalizowaliśmy sprzedaż naszej kołobrzeskiej działki ogrodniczej, o której pisałam Wam kilka razy, z bólem serca, ale rozstaliśmy się z tym fajnym miejscem, blisko plaży. Tak to jest, że na wszystko w życiu jest czas i pora, ta nadmorska działka była fajnym miejscem dla moich rodziców, czasami też dla nas, ale czas płynie, my się starzejemy, zmieniają się nasze potrzeby, ale i możliwości-ani mama, ani my nie mamy czasu i sił na doglądanie tej działki, pielęgnowanie jej. Oddaliśmy ją chyba w dobre ręce;), mam nadzieję, że będzie kwitła i służyła innym:)
A my wszystkie siły możemy teraz skupić na naszej nadbużańskiej chałupie:)
Od kilku tygodni trwała wymian okna w drugiej części kuchni, tam, gdzie jest taki pokój przechodni i było wąskie i długie okno. Nie sądziłam, że będzie z tym oknem tyle zachodu i tzw. pierdzielenia się...
Bo najpierw trzeba było wykuć szerszy otwór, potem zamurować na dole, wstawić wcześniej jeszcze nadproże, a to wszystko przy kilku stopniach na dworze...Ale dla mojego zdolnego męża to nie straszne;) Potem oczywiście obróbki murarskie itd. Jak okno już zostało wstawione, to Paweł zajął się ścianami i sufitem, wyrównał wszystko, położył gładź, ale niestety wszystkie schnie powoli, więc trochę nam się schodzi...
W międzyczasie okazało się, że wnęka okienna ma niestandardową głębokość, więc musimy znaleźć niestandardowy, szerszy parapet na 40 cm... Ponieważ chciałam drewniany, to po poszukiwaniach i wycenie wyszło mi, że takie dwa parapety na zamówienie, to koszt ok. 2 tys...Można dostać bólu głowy w takich sytuacjach... Ale udało mi się znaleźć komplet dwóch idealnie pasujących do naszego okna parapetów drewnianych za ok. 450 zł na vidaxl. Za tą cenę spodziewałam się, że coś będzie nie tak z nimi, ale gdy przyszły, okazało się, ze są to prawdziwe, porządne, ciężkie drewniane parapety. Czyli: szukajcie, a znajdziecie;)
Mamy więc już wstawione okno, parapet, gładź na suficie i trzech ścianach, więc pomieszczenie zaczyna wyglądać...:) Przy takim remoncie cieszy każda czysta i równa ściana, każda nowa, nawet najdrobniejsza, zamontowana rzecz. Gdy samemu wykonuje się te wszystkie prace, to człowiek cieszy się jak dziecko z każdego drobiazgu, który posuwa nas do przodu.
W pozostałych pomieszczeniach domu bez zmian, jedynie w salonie umyłam trochę ściany i przejechałam białą emulsją do wysokości ok. 2 m, żeby trochę odświeżyć ściany. Dopóki nie zrobimy dachu, to jakiekolwiek prace w pokojach nie mają sensu (nad salonem i sypialniami jest od razu dach, nad kuchnią, łazienką i przedpokojem jest strych).
Salon jest "urządzony" meblami ogrodowymi, powiesiłam też dużą świecącą gwiazdę w oknie,
przywiozłam drewnianą lampę stojącą i już widzę ten pokój w świątecznej odsłonie... Za rok...;)
A na samej działce skończyłam w zeszłym tygodniu tegoroczny sezon grabienia liści... Przestałam już liczyć, ile worków liści, żołędzi i igliwia spakowałam od sierpnia. Niestety wszystkie liście są dębowe, więc na kompost raczej się nie nadają, nie można ich również zostawiać na trawie, bo widać, co się działo, jak przez kilka lat nikt z nimi nic nie robił-po prostu trawy nie było, tylko klepisko. Ogrodem zajmiemy się na wiosnę i latem, po grubych pracach budowlanych, jak wymiana dachu i okien. Póki co jest ogarnięte na zimę;)
I już naprawdę na koniec kilka kuchennych smaczków:)
Zbieram powoli dodatki i akcesoria do kuchni, na montaż czeka już w kartonie m.in. ceramiczny zlew, a ponieważ chcę pójść w stare złoto i miedziane dodatki w kuchni, to zdecydowałam się na szczotkowaną złotą baterię kuchenną z ceramicznymi akcentami. Do wiejskiej kuchni będzie odpowiednia:) Kupiłam też "na próbę" złoty kinkiet, ale z ceramiczną białą podstawą, bardzo mi się spodobał, dość dobrze świeci i muszę dokupić jeszcze jeden do kuchni.
Retro gniazdka kuchenne i włączniki światła to był również mój punkt na liście do nowego-starego domu. Gniazdka są ceramiczne, ciężkie, cudowne:) A włącznik światła kupiony jako pierwszy na żywo w Leroy trochę mnie rozczarował, bo to jednak plastik i wykorzystam go może w piwnicy, a w necie dokupię sobie fajne retro ceramiczne okrągłe włączniki do pozostałych pomieszczeń.
No i nie mogłam się oprzeć temu zestawowi:)) To mini zmiotka i szufelka do kominka wypatrzona w Tkmaxx:) Jest fajna, mosiężna, ciężka, musi poczekać jeszcze w szufladzie na nowy kominek:)
Uff, dobrnęłam do końca i mam nadzieję, że Wy również. Wiem, że lubicie takie relacje z remontu i postępów prac, dlatego nie ograniczałam się dzisiaj z ilością zdjęć. Kolejna porcja pewnie w następny weekend;)
Trzymajcie się ciepło, pozdrawiam!
Asia




















































Super, widać duże postępy w pracach, bardzo kibicuję Wam i pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać efektu końcowego. Domyślam się, że będzie pięknie jak zawsze u Ciebie.
OdpowiedzUsuńPięknie. Powodzenia i ogromnej radości z tego miejsca.
OdpowiedzUsuń