niedziela, 13 maja 2012

Wspomnienie majówki i wielkie przygotowania

Witajcie Moje Drogie Siostry:) Znowu odpłynęłam z blogowego świata. Powrót po długiej majówce do pracy, ogarnięcie się (czyt. domu, prania) po wyjeździe nad morze, przygotowania do komunii Weroniki - wszystko to sprawiło, że znowu mam zaległości w podczytywaniu, oglądaniu, pisaniu... Ech... 
Przede wszystkim bardzo Wam dziękuję za wszystkie komentarze i zapisy na Candy, nie spodziewałam się tak dużego zainteresowania, tym bardziej mi miło:) Dokładnie za tydzień mamy komunię, ponieważ jednak przyjęcia nie robimy w domu, to na szczęście omijają mnie kulinarne przygotowania. Pomimo tego ten tydzień będzie dość pracowity, bo próby w kościele, pierwsza spowiedź i przyjazd gości w piątek i sobotę. Także będzie się działo...:) Na szczęście od czwartku idę na urlop, grafik na ostatnie dni przed komunią sobie rozpisałam, więc liczę,  że wszystko przebiegnie bez zakłóceń:)
A póki co chciałam Wam jeszcze pokazać, co przywiozłam sobie z Kołobrzegu. Niestety drewniana skrzynka się nie zmieściła, a zegara z kukułką znowu zapomniałam zabrać:), ale przywiozłam inne skarby - m.in. kolejny zestaw porcelany, który kiedyś przywiozła mi do Kołobrzegu daleka ciocia mieszkająca w Bawarii:) Zestaw, to filiżanki, talerzyki mniejsze i większe plus dzbanek. Komplet odleżał swoje u mojej mamy w Kołobrzegu właśnie i w końcu postanowiłam go zabrać z myślą o błękitnych ścianach w salonie:)




 W Kołobrzegu na starociach kupiłam też taki oto, cynowy chyba, świecznik. Oczywiście zostanie pomalowany na biało, jak tylko zakupię nową dostawę białej akrylowej farby do drewna i metalu, którą namiętnie maluję wszelkie takie przedmioty:)


Do świecznika dostałam od mamy taki cynowy dzbanuszek do kompletu, który zapewne też pomaluję. Chociaż akurat w takiej wersji też mi się podoba.




 

I jeszcze wiklinowa taca w stanie idealnym za całe 10 zł:) Jest dość duża i solidna, taka bardziej wersja tarasowo-ogrodowa:)




A na koniec kilka fotek z naszej niemal 8-godzinnej powrotnej podróży znad morza do stolicy...
Taka podróż z 3 dzieci, to generalnie mała masakra, dlatego staramy się zawsze wyjeżdżać wczesnym rankiem lub późną nocą (czyli 4-5 rano). Do Kołobrzegu tym razem wybraliśmy się o 3.00 w nocy, więc było ok, dzieci przespały większość drogi. Gorzej było z powrotem, wyjechaliśmy o 7.00 i nie obyło się bez kilku przystanków "w polu" dla rozprostowania kości i oczyszczenia atmosfery...:))








I ostatnie wspomnie z Majówki pt. lody w lodowatym Kołobrzegu:)







Pozdrawiamy serdecznie! :)

czwartek, 3 maja 2012

Candy znad morza

Witajcie, majówka u nas trwa nadal, dzisiaj pogoda w Kołobrzegu nas rozpieszczała - można było nawet zdjąć polar i posiedzieć w krótkim rękawku...:) Nad samym morzem też było ciepło, ale jak tylko zachodziło słońce od razu wiało chłodem. Nie przeszkodzio to moim dzieciom taplać sie w lodowatej wodzie. Skończyło się na tym, że Mikołaj wracał do domu w kurtce i bez spodni...

****
Moje Drogie Czytelniczki i Czytelnicy - ogłaszam swoje pierwsze candy. Prowadzę bloga już ponad rok i jakoś do tej pory nie udało mi się zorganizowac u siebie tej fajnej zabawy. 

Cukierkami u mnie będzie poniższy zestaw: 
  • 3 drewniane jasnoróżowe serduszka z różową żyłką, 
  • jedno serce-minitabliczka z klamerką z tyłu i małą kredą do zapisywania 
        oraz - jako, że to candy znad morza - 
  • drewniana flądra lub dorsz:) - idealna do pokoju marynistycznego i nie tylko:)
Zasady każdy zna, a dla niewtajemniczonych: proszę o komentarz pod niniejszym postem ze zgłoszeniem udziału w losowaniu do 24 maja. Blogowicze mogą wkleić poniższe zdjęcie na swoim blogu z linkiem do bloga mego:)







Pozdrawiam Was serdecznie i bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa i życzenia udanego wypoczynku:)

wtorek, 1 maja 2012

Majówka nad morzem


 

Witajcie Siostry, dzisiejszy post piszę znad morza :)
Majówka mija nam cudnie z małym szczegółem - kołobrzeską pogodą. Garderoba, jaką zabrałam dla siebie i dzieci zdecydowanie odbiega od temepartury na kołobrzeskiej plaży. Ja się zastanawiałam w Warszawie, czy nie wziąć japonek do chodzenia, bo tak podobno miało być ciepło.A po przyjeździe okazało się, że musiałam pożyczać zimową kurtkę od mamy...

 

Z niedowierzaniem oglądamy migawki w wiadomościach, jakie to upały panują w niektórych częściach Polski, ech...
Ale przynajmniej dzieci się hartują biegając boso po wodzie i zimnym piasku:)




 

***
Ale żeby nie było tylko tak urlopowo, to pokażę Wam kwiecię, jakie zakupiłam w centrum ogrodniczym - już kiedyś taką samą roślinkę przywiozłam z Kołobrzegu, ale okazało się, że źle ją podlewałam i padła mi. Dowiedziałam się teraz, że podlewa się ją od dołu.



 W piwnicy rodziców znalazłam kilka skarbów - m.in. zegar z kukułką, w którym kukułki juz nie ma i generalnie zegar już nie działa, ale myślę, że będzie fajną ozdobą w moim małym białym domku:) Przymierzałam się do zabrania go już kilka razy i nawet w któreś lato go pobieliłam. Teraz w końcu mam zamiar go ze sobą zabrać.


No i jeszcze skrzynkę znalazłam:) Już widzę ją pobieloną pod biureczkiem w salonie ze stosem poduszek...:) Nie wiem tylko, czy się zmieści do bagażnika...ech...


 Przesyłam Wam moc pozdrowień, odpoczywajcie i nabierajcie sił:)