środa, 12 sierpnia 2015

Stolik z palety



Stolik z palety - mała rzecz a cieszy:)   
Taki oto poniższy stolik z palety dostałam od teścia. Oczywiście nie obyło się bez komentarza Pawła "po co Ci to?" ...:)
Mój teść jest mistrzem recyklingu:), z kilku starych desek czy palet potrafi zmajstrować coś fajnego. Zrobił nam już na działkę taką ławkę i taki stolik.
Stolik surowy i prosty w swojej formie, nieoszlifowany, docelowo miałam go zabrać na działkę jako pomocnik lub ewentualnie ustawić w schowku w domu jako półkę na buty.




Ustawiłam go jednak przy sofie i okazało się, że dobrze się tu sprawdza, można odłożyć kubek, czy gazetę. Postanowiłam potraktować go farbą w jedynym słusznym kolorze:)

PRZED                                              PO


I tak sobie stoi:)




W tle poduszki od Lucy, które pokazywałam Wam już kilka postów wcześniej na tarasie u mojej mamy. Jestem  z nich bardzo zadowolona, są taką wisienką na torcie:) Obawiałam się, że te granatowe napisy mogą farbować, ale prałam je już kilka razy i nic się nie dzieje, są w idealnym stanie.
 A w najnowszym Moim Mieszkaniu wypatrzyłam dzisiaj artykuł o tej zdolnej kobiecie z pięknymi zdjęciami w stylu marine, polecam serdecznie obejrzenie:)





Uff, ale gorąco...
Pozdrawiam serdecznie!

niedziela, 9 sierpnia 2015

Urlopowe nabytki



Witam Was serdecznie, dziś ostatni dzień mojego urlopu...W czwartek wróciliśmy z Kołobrzegu i w Warszawie powaliła nas temperatura. Na niemal 3 tygodnie pobytu nad morzem były może 2, 3 upalne dni...Za mną w ostatnich dniach wyprane stosy prania, doprowadzenie do porządku domu i balkonu, bo niestety prawie wszystkie kwiaty uschły mi marnie, nie wspominając o działce i wyrastających wszędzie chwastach i nie skoszonej trawie. A jutro czeka mnie podobno najbardziej stresujący dzień w pracy, bo pierwszy dzień po urlopie...ech, ciężko będzie wrócić do rzeczywistości...

Ale mimo wszystko przyjemnie jest wrócić do swoich czterech ścian, do białego domku:)
A z urlopu znowu wróciłam z kilkoma rzeczami, chociaż w tym roku byłam bardzo zdyscyplinowana i od zakupu wielu pierduletów dzielnie się powstrzymałam. Ale i tak zebrało się kilka drobiazgów i przy pakowaniu bagaży musiałam stoczyć boje z moim M:) Nabytki tradycyjnie z chińskiej hurtowni Mirpol i ze staroci...

Zaopatrzyłam się w kilka ścierek kuchennych z porządnej bawełny i w bardzo dobrej cenie, bo 2,99 zł za sztukę. Wzory różne, bo i w napisy i w paski, kratkę i w gwiazdki. Uwielbiam wypatrywać takie cudeńka.








 Przytargałam też 2 wiklinowe kosze, sama jeszcze nie wiem do czego:) Cena-5 zł/sztukę, nie mogłam nie wziąć:)


 Bardzo zadowolona jestem z tego biało-granatowego dywanika i żałuję, że wzięłam tylko jeden. Będzie pasował i do pokoju chłopaków, i do kuchni i do przedpokoju.



 I jeszcze taka drewniana pierdółka do chłopaków, tło niemal identyczne jak na naszej tapecie w stare dechy



I takie tam kuchenne przydasie, jeden ze staroci, drugi z hurtowni
 




 I cynowy wazon, bo takiego nie miałam jeszcze:)



****
A z urlopu pozostały tylko zdjęcia, w tym roku oprócz Berlina, odwiedziliśmy też krótko Międzyzdroje

 


W tle hotel Amber Batlic, w  którym pobyt był główną nagrodą w konkursie Kobieta z Pasją:) Mój voucher czeka jeszcze na wykorzystanie późną jesienią:)



W tym roku korzystaliśmy z kołobrzeskiej plaży dla psów:) Tofi zaliczył pierwsze kąpiele w Bałtyku, pływał rewelacyjnie, a piasek i plaża to zdecydowanie jego żywioł:)
 



Wróciłam z kilkoma pomysłami na małe, drobne zmiany w naszym M, chata odgruzowana, stosy wyprane, zatem od jutra mogę działać:)

Pozdrawiam Was serdecznie!