czwartek, 10 marca 2016

Czekając na wiosnę


Witam Was serdecznie. Odpłynęłam z blogowania, mimo teoretycznie większej ilości wolnego czasu... Ale o jakim wolnym można mówić przy trójce dzieci:) Ostatnie tygodnie to głównie nauka, pilnowanie lekcji, terminów, przygotowania do egzaminu szóstoklasisty i do I komunii....czyli to, co nas czeka w najbliższym czasie. A w międzyczasie: logopeda, zebrania w szkole, wycieczki szkolne, zakupy, obiady, pranie, suszenie, układanie, sprzątanie... Wiem, że się powtarzam, ale codzienność jest nieubłagana, ciężko wygospodarować czas i wykrzesać siły na blogowanie. Pogoda też nie sprzyja póki co wiosennym wystrojom, a choinka na naszym balkonie dołuje mnie i chyba muszę ją w końcu wywieźć na działkę w najbliższy weekend:)

Dobra, pomarudziłam:) Teraz coś przyjemniejszego. W niedzielę zrobiłam objazd działki rowerem. Póki co ledwo co widać kiełkujące hiacynty i tulipany, ale za to przy polnej drodze natknęłam się na bazie i takie oto drzewa, jakieś wierzbowate chyba, których gałęzie pięknie zakwitły mi w wazonie.
Białe pisanki zakupiłam w Biedrze, karton z wielkanocnymi ozdobami stoi jeszcze w piwnicy, chyba jutro czas go w końcu przynieść:) 
 



 ****
Chciałam się też z Wami podzielić moim niedawnym odkryciem. Nazywa się English Home. Mają sklepy głównie w galeriach handlowych w różnych miastach. Weszłam ostatnio do tego sklepu w Galerii Mokotów i dostałam ślinotoku:) Jak nazwa wskazuje-po prostu english home:) Nagromadzenie w jednym miejscu takiej ilości pastelowych kwiatków, groszków, pasków przyprawia o zawrót głowy. Ja wyszłam jedynie z dwiema miętowymi poszewkami na poduszki, ale na pewno wrócę tam chociażby po pościel.
 

****
A na wiosnę postanowiłam odświeżyć wygląd kuchni. Nie, żadne malowanie:) Zamówiłam na Dekorii roletę rzymską na kuchenne okno. Zaszalałam na całego, bo wybrałam różowe kwiaty na miętowym tle. Pomyślałam, że różnych krateczek i niebieskich pasów mam już wystarczającą ilość i że przyda się coś odmiennego. Obawiam się tylko lekko tego, że wzór może być za ciemny i przytłoczy kuchnię, ale zobaczymy. Poniżej moje nieudolne wizualizacje, na których roleta wygląda w porządku.
 

 
To roleta rzymska Verona na szelkach z kolekcji Flowers 
 


Poniżej kilka moich inspiracji w tym temacie. Piękne są...
(źródło: Pinterest)
 
 

 A na koniec, wracając do tzw. codzienności - przed naszymi drzwiami zobaczyłam ostatnio taki widok:) U mojej córki było kilku znajomych...:) Dobrze, że mieszkamy na ostatnim piętrze:)



W najbliższym poście pokażę Wam, co nowego urodziło się w naszym salonie (nie dosłownie:))
A póki co pozdrawiam Was serdecznie:)

czwartek, 18 lutego 2016

Granat i indygo


Witam Was ciepło! Na początku spieszę z wynikami candy, bo z pewnością wiele z Was czeka na nie. Dziękuję Wam serdecznie za tak liczny udział (niemal 250 osób!) i bardzo się cieszę, że moja niespodzianka przypadła Wam do gustu:)
Maszyna losująca w postaci Pana Męża podała numer 15, pod którym znajdował się komentarz Ani z bloga Mój dom-moja przystań.
Aniu, gratuluję serdecznie! 

****
A poniżej kilka migawek prawie wiosennego salonu. Słońce za oknem działa na mnie bardzo mobilizująco, od razu łapię za ścierkę i odkurzacz, i tak było wczoraj. Odkurzyłam wszystkie kąty, pojeździłam z meblami, zmieniłam zasłony, wstawiłam żonkile do wazonu, ach...:) Aż boję się pomyśleć, co by było gdybym mieszkała w jakimś ciepłym kraju:)

Granat i niebieski w odcieniu indygo bardzo ładnie pasują do białego. To zdecydowanie moje kolory w tym sezonie. Bardzo odświeżają wnętrze i nadają lekkości. Zasłony uszyte z ikeowskiej tkaniny.









 
Przeprosiłam też stary ikeowski regał Leksvik, który ma już ponad 10 lat. Pierwotnie ciemny, bejcowany, kupiony do salonu, potem przemalowany na beżowo. Stał ostatnio u chłopaków. Odświeżyłam go, lekko przeszlifowałam, pomalowałam na biało i z powrotem ustawiłam w salonie. I cieszy znów moje oczy, bo bardzo lubię jego lekko rustykalny kształt.
 

A 10 lat temu nasz salon wyglądał właśnie tak... :) To impreza z okazji 2-gich urodzin Weroniki :) Pomarańczowy rządzi:)
 W tle widać rzeczony regał w pierwotnej wersji.




 Pozdrawiam Was serdecznie!

wtorek, 9 lutego 2016

Biała boazeria w przedpokoju

 


Cześć Dziewczyny! Dzisiaj o małym spontanicznym wnętrzarskim szaleństwie, czyli o białej drewnianej lamperii w przedpokoju :) Generalnie drewno, to moja miłość, uwielbiam drewniane meble, dodatki, podłogi. Bardzo, ale to bardzo podoba mi się białe drewno na ścianach i właściwie mogłabym mieć całe mieszkanie w tzw. boazerii, oczywiście białej:) Dziwią mnie zawsze pytania na różnych forach, portalach wnętrzarskich, co zrobić z boazerią w kuchni, w przedpokoju... Oczywiście zostawić i pomalować na biało, ewentualnie skrócić do połowy ściany. Moim marzeniem jest nawet łazienka z białą boazerią....ech... :)

Częściowo moje marzenie o białych deskach na ścianie zrealizowałam rok temu w kuchni, na ścianie przy której stoi stół, realizację całego przedsięwzięcia pokazywałam w TYM poście. Rozwiązanie bardzo się sprawdziło i sprawdza nadal, bo ściana brudzi się nadal tak samo, ale łatwo ją teraz wyczyścić.

Z tych kuchennych prac zostało mi kilka desek, które przeleżały rok w piwnicy. Wpadłam na nie ostatnio i zaczęłam się zastanawiać, gdzie je wykorzystać, żeby już nie zawalały piwnicy. Drugim w kolejności miejscem, które brudzi się u nas  najbardziej, jest ściana w przedpokoju, przy wejściu do kuchni i łazienki, co zapewne wynika z takiego, a nie innego ułożenia ciągu komunikacyjnego. Ściana w tym miejscu, szczególnie na wysokości rąk dzieci, była, delikatnie mówiąc, lekko ubrudzona, a ile można wycierać ją ścierką. 
Policzyłam więc ilość desek i okazało się, że jest ich  a k u r a t, łącznie z 3 zapasowymi deskami już pomalowanymi na biało. 
Nieoceniona okazała się pomoc mojego męża, bo piły tarczowej nie odważę się tknąć:) Nasz przedpokój wyglądał niemal jak warsztat stolarski



Deski mocowałam, podobnie jak w kuchni, klejem na gorąco.  Samo położenie zajmuje chwilę, ale jeśli trafi się na ścianę z gniazdkiem, to trzeba trochę podłubać, tutaj też nieoceniona była pomoc Pawła, który wyrzynarką pięknie wyciął otwór na gniazdko.
Boazeria w naturalnym odcieniu wygląda nieciekawie i staroświecko...

 ...ale wystarczy trochę białej farby i jest piękna :) 








 Ściana jest jeszcze nieskończona, muszę wymienić gniazdko na białe oraz zaakrylować wszelkie nierówności i szpary, bo deski, które wykorzystałam, to były te najgorsze z ubytkami, które pozostały po kładzeniu boazerii w kuchni. Muszę pomyśleć też nad zagospodarowaniem ramek i ich ułożeniem nad deskami. Brakuje mi też kątownika do wykończenia na rogu, który na razie wygląda tak



 Bardzo podoba mi się połączenie drewnianych desek z białą wikliną i żałuję, że nie mamy w przedpokoju miejsca na ustawienie wiklinowego fotela.

Dojrzewam też powoli do tematu dużej szafy w przedpokoju, w miejscu lustra i komody. Obawiam się jednak, że przedpokój mocno się zmniejszy i zaciemni, nie wiem też, jak ewentualnie rozwiązać kwestię murka oddzielającego pokój od przedpokoju-rozwalić, domurować, zostawić jak jest...?. Mieścimy się co prawda jakoś, ale nie ma co ukrywać-duża pojemna biała szafa po sufit przydałaby się...

Póki co cieszę się jasnym, słonecznym przedpokojem :)

Miłego dnia Dziewczyny, pozdrawiam Was serdecznie!
I przypominam o trwającym candy z poprzedniego posta, sądząc po ilości komentarzy (ponad 200!!!), słoiki z rurką przypadły Wam do gustu:)