Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drewniane meble. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drewniane meble. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2013

Kredens

No i mam - upragniony, wymarzony, drewniany, pachnący  KREDENS ;)
O swoim marzeniu w tym zakresie pisałam niedawno tutaj. I jakoś mnie ten post zmobilizował do działań i postanowiłam znaleźć mebel, który jest chyba kwintesencją stylu shabby-francusko - prowansalko-skandynawskiego:) 

Przed zakupem zrobiłam gruntowne rozeznanie na rynku, sprawdziłam różne aukcje internetowe oraz strony ze sklepami oferującymi tego typu meble. 
Wiedziałam, jaki ten kredens ma być, jakie powinien mieć rozmiary, kolor i jaki "charakter";) - to ułatwiło poszukiwania. 
Na początku myślałam o tym, żeby kupić stary sosnowy  i samemu go przerobić, jednak ceny takich kredensów (wliczając koszty dostawy) wcale nie są dużo niższe od nowych mebli, tym bardziej, że  szukałam mebla w miarę w dobrym stanie, a nie zupełnej ruiny. 
Wiem, że można upolować ładny mebel w dobrym stanie, ale kupując wirtualnie nigdy tak naprawdę nie wiemy, w jakim on jest stanie, gdzie stał, jak pachnie... 

Koniec końców znalazłam przez allegro stolarza, która wystawiał na aukcji ładny kredens, ale o wiele szerszy, bo 150 cm. szeroki. Mój mógł mieć maksymalnie 90 cm. 
Po wymianie kilku maili okazało się, że bez problemu stolarz zrobi mi kredens o takich wymiarach, jak chcę i za przyzwoitą cenę, wliczając nawet jego transport do Warszawy z południa Polski. Pierwotnie kredens miał mieć blat i półkę w środku w odcieniu drewna, ale również telefonicznie ustaliłam, żeby cały kredens był jasny.
Czas oczekiwania miał wynosić 4 tygodnie, mebel był gotowy po 3 tygodniach. Kontakt z właścicielem firmy świetny, z całą odpowiedzialnością zatem polecam jego meble. Firma nazywa się Oldstyl, TUTAJ znajdziecie na nich namiary. Oferta na stronie nie jest może imponująca, ale tak naprawdę każdy szczegół można indywidualnie dogadać z właścicielem, Panem Jackiem.

I tak oto w sobotę mój mąż Paweł z Panem Jackiem wnieśli to cudo na czwarte piętro. Kredens baaardzo mile mnie zaskoczył, jest bardzo starannie wykończony, ładnie i dokładnie pomalowany, no i przecudnie pachnie drewnem. Ten zapach od kilku dni roznosi się po naszym domu. Nie ma chyba nic przyjemniejszego....:) Nie da się porównać takiego mebla do jakichś paździerzowych, seryjnych mebli z MDFu...


Pierwotnie plan był taki, że kredens stanie w miejscu witrynki, przy oknie. Zaczęłam więc demolkę w postaci wyjęcia wszystkiego z niej i zdjęcia ze ściany samej witryny.


Pomocniik:)


Jednak ustawienie kredensu w tym miejscu jakoś mi nie grało, ginął w tym kącie, stwierdziłam, że taki piękny mebel musi być bardziej widoczny...


...przestawiłam go więc przy stole, ale z drugiej strony, przy wejściu do pokoju. I to był dobry pomysł, chociażby ze względu na liczne szufladki, do których możemy odkładać różne drobiazgi po wejściu do domu, a które zawsze leżały na wierzchu lub w koszykach.



No a później zaczęło się najprzyjemniejsze, czyli ustawianie i dekorowanie...:))
Cały weekend upłynął mi na ustawianiu kubków, miseczek, filiżanek, na myciu i przenoszeniu z kuchni nieużywanej zastawy ślubnej...:) Przy okazji wysprzątaliśmy z Pawłem szafki kuchenne, wymyliśmy je w środku i na zewnątrz. No niemal jak wielkanocne porządki...
Kredens jest bardzo pojemny, zmieściłam w nim wszystkie swoje skorupy i cały arsenał serwet, serwetek, obrusów i podkładek.


Co bardzo mi się podoba, to plecy kredensu, takie boazeryjne. Takie właśnie zawsze mi się bardzo podobały i takie mam:)


 


Tak wygląda w całości. 
Na górze postawiłam kosz wiklinowy, który podkręca wiejski klimat kredensu.
A co tam, wiejska chałupa w M 4 na IV piętrze:)

Na tym zdjęciu dobrze widać, że kredens nie jest biały, tylko kremowy, ale taki bardzo mi się podoba. Ten odcień jest bardzo przyjemny dla oka i taki ciepły, więc może zdecyduję się za jakiś czas odświeżyć malowane meble również tym odcieniem.




Szufladki tez zagospodarowane, w końcu wszystko mam w jednym miejscu i na swoim miejscu, ech...cudnie




A witryna  i biureczko póki co znalazły miejsce u Weroniki, docelowo zawiozę je do mojej mamy. Witrynę chciałabym zawiesić w kuchni nad stołem zamiast półki. 



****
Żadna sukienka, torebka, buty czy biżuteria nie sprawiłyby mi takiej radości, jak piękny mebel właśnie. Chyba coś jest ze mną nie tak...;)

 Pozdrawia Was szczęśliwa posiadaczka wiejskiego kredensu:)


wtorek, 7 sierpnia 2012

Detale, drobiazgi, dekoracje...

Witajcie Moje Drogie:) Chciałabym zacząć od podziękowań za wszystkie Wasze komentarze pod ostatnimi postami oraz za "imajle" :), które do mnie ślecie. Już pisałam nie raz, że odkąd prowadzę bloga, dostaję ich mnóstwo - z pytaniami, prośbami o poradę, ale przede wszystkim z miłymi, ciepłymi słowami skierowanymi do mnie, pochwałami za fajnie urządzone M, za fajnego bloga, za garść inspiracji, których dostarczam... Czytając je serce mi po prostu rośnie i za to własnie chciałabym serdecznie podziękować. Na wszystkie maile staram się odpowiadać na bieżąco, nie zawsze się to udaje, ale wcześniej czy później każda z Was dostanie ode mnie odpowiedź.

 ****
I właśnie jeden z takich e-maili stał się inspiracją do dzisiejszego posta. Jedna z moich czytelniczek poprosiła mnie o zdalną pomoc w urządzeniu jej mieszkanka. Nie ma jeszcze mebli, mieszkanie stoi właściwie puste, ona nie ma pomysłu, jak to ugryźć. Oglądając zdjęcia zastanawiałam się nad tym, jak jej pomóc, od czego powinna zacząć, co jest najważniejsze w uzyskaniu tzw. klimatu w domu?
Oczywiście ważna jest baza-podstawowe meble, kolor ścian itd.
Ale doszłam do wniosku, że to właśnie tytułowe detale, drobiazgi i dekoracje sprawiają, że mieszkanie staje się klimatyczne i przytulne.

 



 






 ****
 Istotna jest dla mnie również faktura i struktura dodatków, a także rodzaj materiału - uwielbiam drewno i wiklinę,a także kuty metal. Nie znoszę plastiku, mebli z płyty, źle się czuje w nowoczesnych, ale też w ciemnych wnętrzach, z ciemnymi meblami, dodatkami. Oczywiście mam meble z mdfu w kuchni, czy szafę Komandora, która nie wygląda na antyk, ale wiecie o co mi chodzi...:)

Od lat zakochana jestem w drewnianych meblach wszelakich i drewnianych dodatkach. Pamiętam, jak za czasów mojej młodości (jakiś początek lat 90-tych XX wieku...:), kiedy w sklepach królowały jeszcze brzydkie meblościanki w brzydkich kolorach, zobaczyłyśmy z moją mamą w sklepie meblowym drewniany stolik kawowy 80x80 cm i przytargałyśmy go do domu:) Cieszyłyśmy się bardzo, nie mogłyśmy się na niego napatrzeć, bo takie stoliki oglądało się w niemieckich katalogach...:)
To uwielbienie do naturalnych - drewnianych, wiklinowych, przy tym lekko lekko przecieranych dodatków, realizuję teraz w moim M. Lubię, jak mebel jest taki właśnie lekko sfatygowany, trochę odrapany, no i oczywiście drewniany...:) 

 





 
 



 ****
Wracając do drobiazgów i dodatków -  to dobrze nimi operując -  można każde pomieszczenie w domu urządzić klimatycznie bez wydawania góry pieniędzy. Czasami wystarczy jedna rzecz, jeden ciekawie wyeksponowany przedmiot lub wykorzystanie go w nietypowy sposób.





Weźmy taki bukszpanowy wianek, jak na zdjęciu poniżej - jest to przedmiot, który wykorzystuję cały rok w różnych miejscach. Na Boże Narodzenie wisi w oknie z przyczepioną szyszką, a kilka miesięcy później, na Wielkanoc-  z zającem lub pisanką:) No a pozostałą cześć roku spędza np. pod zegarem. Podobnie mam z różnymi zawieszkami, wieszaczkami, doniczkami, wazonami, kuframi, koszykami,  itd itd...
 Czy Wy też tak macie...?:)
 

****
Chciałam pokazać Wam jeszcze nowy nabytek, który przywiozłam w niedzielę z weekendowego pobytu w Kołobrzegu.  W mojej ulubionej chińskiej hurtowni trafiłam na 2 przecenione skrzynki na zdjęcia - jedna za 12 zł, druga za 20 (!)...:) Pomimo tego, że wracałam pociągiem, to nie mogłam się powstrzymać od pozostawienia ich i zabrania do domu dopiero na koniec wakacji... Są cudne i mega pojemne, na nasze rodzinne fotki jak znalazł:)




 Pozdrawiam:)