poniedziałek, 18 stycznia 2016

Przyjęcie komunijne w plenerze


Witajcie! Dziewczyny, chciałabym zacząć od "dziękuję" za wszystkie życzenia i ciepłe słowa pod poprzednim, urodzinowym postem:))) Nie będę się powtarzać i pisać, że to miód na moje oczy, uszy i serce:)

 Za oknem zima na całego, drzewa uginają się od śniegu a ja myślami jestem już w maju:)  
22 maja mój starszy syn przystąpi do pierwszej komunii świętej. Stanęłam przed dylematem, gdzie zrobić przyjęcie. Zebrało nam się sporo osób, bo naprawdę najbliższej rodziny wraz z chrzestnymi rodzicami wyszło mi niemal 30 osób, w tym 14 dzieci:), więc trochę nas będzie:)
Bardzo lubię takie rodzinne spotkania i wychodzę z założenia, że przyjęcie komunijne jest dla dzieci. Szukałam "luźnego" lokalu, takiego z dostępem do ogrodu, trawnika, żeby dzieciaki mogły się wyszaleć bez szkody i zawału serca rodziców, najlepiej takiego bez cateringu, bo mam sprawdzoną firmę cateringową Pani Teresy, z której usług chciałabym skorzystać:) Niestety w naszych okolicach nie natknęłam się na nic takiego.
Pomyślałam więc, że zorganizujemy przyjęcie... na naszej działce... 
Mamy tam dużo miejsca z trawą, pomiędzy drzewami, a na działkę można bezpośrednio wjechać samochodem. Nie ma tam co prawda prądu i bieżącej wody, ale można ten problem rozwiązać, bo mamy generator, a wodę napompować wcześniej. Największe wyzwania związane z imprezą w takim miejscu, to cała logistyka i organizacja (wszystko trzeba przygotować rano w dzień imprezy) oraz pogoda. Pogody nie da się niestety przewidzieć więcej niż 2 dni do przodu. Zaplanowałabym więc wynajęcie dużego namiotu wraz z odpowiednią ilością krzeseł i stołów. Sprawdzałam już koszty wynajęcia - wychodzi ok. 500 zł za wszystko wraz z transportem, montażem i demontażem. Uważam, że takie przyjęcie może się udać, dzieciaki będą mogły szaleć do woli, a dla dorosłych siedzenie wśród zieleni będzie przyjemniejsze niż na 4 piętrze w mieszkaniu.

Podpowiedzcie mi, czy zwariowałam, czy to dobry pomysł?:) Nie wahałabym się, gdyby chodziło o ogród przy domu. Ale to ogródek działkowy....:) Czy któraś z Was porwała się na takie przyjęcie, albo w takowym uczestniczyła?

Poniżej kilka inspiracji nt. przyjęć w ogrodzie:)

 




Na przyjęcie zamiast ubrań, suszą się jednak kwiaty.

Klatka z "uwięzionymi" w niej kwiatami. Kolorowy bukiet umieść na podwieszanej lince i ozdób wstążkami.
Wystawcie stół do ogrodu, dodajcie klika drobiazgów i cieszcie się wspólną letnią ucztą.
źródło


 źródło

****
A dla przypomnienia - nasza działka w okresie wiosenno-letnim wygląda tak.

 

































A tak działka wyglądała w sobotę :)


Dziewczyny, dajcie znać, co o tym myślicie i jakie macie doświadczenia w tym temacie. Czy to może się udać? Czy dać sobie spokój z takim przedsięwzięciem?

Pozdrawiam ciepło!

czwartek, 14 stycznia 2016

5 lat i 40

Witam Was ciepło. 
Moi Drodzy, dzisiaj post wspomnieniowy, z nutką nostalgii:)






9 stycznia 2011 roku napisałam pierwszy post na blogu, a potem kolejne:) I tak zaczęła się moja przygoda z blogowaniem. Nie do wiary, że to już 5 lat... 
Byłam wtedy na urlopie macierzyńskim z trzecim dzieckiem i mimo nawału obowiązków, postanowiłam zrobić coś dla siebie. Ten blog miał być odskocznią od karmienia, pieluch, lekcji, gotowania, zakupów, prania... Coś tylko mojego, coś, dzięki czemu miałam nie zwariować, coś dla mojego zdrowia psychicznego:) Która z Was siedziała z dzieckiem w domu dłuższy czas-wie, o czym mówię. Wbrew pozorom, dość łatwo udało mi się wygospodarować czas na blogowanie, robienie zdjęć, pisanie-na początku króciutkich-postów. Była to też okazja do rozwijania mojej pasji, nieustającego ulepszania naszych czterech ścian, dzielenia się pomysłami, inspirowania się pięknymi wnętrzami innych blogerek. 

Co jeszcze? Przede wszystkim miałam możliwość poznania wielu wspaniałych kobiet, które miały taką samą pasję, podobne gusta, podobne problemy. Większość z Was znam tylko wirtualnie, niektóre po imionach, niektóre po nickach:) Przez te 5 lat wymieniłam z Wami tysiące maili, niestety na wiele pewnie też nie odpisałam, za co bardzo przepraszam. Jeśli miałabym wskazać jedyny minus blogowania, to właśnie niemożność odpisania na każdego maila i na każdy komentarz (no chyba, że zajmowałabym się tylko i wyłącznie blogiem:)

Moi Drodzy Czytelnicy - dziękuję Wam za te 5 lat. 
Wiem, że niektórzy z Was są ze mną od samego początku. To Wasze słowa, komentarze, statystyki pokazujące, że czytacie bloga-są dla mnie motorem do jego prowadzenia. Przez te 5 lat na palcach jednej ręki mogę policzyć negatywne komentarze (nie krytyczne), co zadziwia w dobie hejtu internetowego. W tym czasie usunęłam tylko jeden komentarz anonimowej osoby, który mało sympatycznie odnosił się do moich dzieci. 
Wasz szacunek dla mojej pracy, to dla mnie zaszczyt:)

Pokazując swój dom,  odkrywam też kawałek siebie, swojej rodziny. Przez ten czas dzieliłam się z Wami radosnymi momentami z naszego życia, ale Wy nie zawiedliście mnie też w trudnym momencie, kiedy zmagałam się z chorobą mojego taty, a potem z jego odejściem. Dostałam wtedy tyle dobra, słów pocieszenia i współczucia, że aż nie do wiary. Dziękuję



Prowadzenie bloga przyniosło mi też wiele takiej zwykłej ludzkiej satysfakcji, kiedy aż trzykrotnie zagościłam na łamach "Mojego Mieszkania" (2011,2012,2014), w tym dwa razy na okładce - bez znajomości i protekcji, a wyłącznie dzięki uznaniu redakcji gazety:) I kiedy - dzięki Waszym głosom i komentarzom - uzyskałam tytuł Kobiety z Pasją 2014:)



A teraz trochę statystyk:)
Blogger pokazuje, że  w ciągu tych 5 lat mój blog wyświetlono ponad 5 milionów razy!
Napisałam dla Was 310 postów (średnio 62 posty/rok, ponad 5/m-c)
Pod tymi postami napisaliście u mnie niemal 16 tys. komentarzy!

A jakie posty czytaliście najchętniej? Proszę bardzo, oto 5 najpopularniejszych:

W tych 310 postach pokazałam Wam niezliczoną ilość wersji naszego małego białego domku, kilkadziesiąt kolorów ścian, setki różnych ustawień mebli, tysiące kombinacji dodatków i durnostojek...:) Dla mnie te zmiany to cały czas dobra zabawa, ale i odkrywanie, jak poprawić funkcjonalność naszego niewielkiego M. Taki przedział czasu, to też moda na różne kolory, style i dodatki we wnętrzach. Sama widzę, jak ewoluuje mój gust w różnych kierunkach:) Kto 5 lat temu miał szare ściany w domu?:) A dzisiaj-same wiecie...

****
Urodziny bloga niemal zbiegają się z moimi urodzinami:) W tym roku - nie będę ukrywać -z 40 - tymi...(???!!!). Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to to, że to nie może być prawda....:) Może widzę w lustrze, że zmarszczek ciut więcej, że włosów siwych pełno, jak się nie ufarbuję, że nie wlatuję już na jednym oddechu na nasze 4 piętro... Ale 40 lat... Mój syn wczoraj skwitował, że jak ktoś ma 40 lat, to jest już starcem...tia...:)


 I tylko coraz to starsze moje dzieci uświadamiają mi upływ czasu - kiedy idę z moją córką i jej koleżanką do kina i widzę, jak już wydoroślały..., czy kiedy idę z Werą na ciuchowe zakupy i ona nawet nie chce zajrzeć do Smyka, tylko wybiera rzeczy z działu damskiego...Kiedy mój niemal 9-letni Mikołaj podchodzi do mnie i podnosi mnie do góry...:) Kiedy starsze dzieci najchętniej spędzają czas z rówieśnikami, a nie ze mną, a jeszcze niedawno nawet na chwilę nie chciały mnie odstąpić...:)

Dzieciaki - ok. 5 lat temu i aktualnie :)



****
Kochani - dziękuję Wam, że jesteście, że czytacie, że piszecie...:)
 I będzie mi miło, jak nadal będziecie zaglądać do małego białego domku:)

Pozdrawiam Was ciepło!

sobota, 9 stycznia 2016

Jak szybko położyć tapetę

Witam Was serdecznie po tak długiej przerwie. Rzeczywiście trochę mnie nie było, ostatni post z wigilii... Przez ten czas ogarnęła mnie niemoc fizyczna i twórcza...
Zaczęło się przed świętami chorobą Mikołaja, w święta przeziębienie przeszło na Dominika, a potem na Weronikę i na końcu na mnie. Choroby i wszelkie przeziębienia to rzadkość u nas, dzieciaki naprawdę są odporne i nie chorują w ogóle, starsze co najmniej od 5 lat nie dostały antybiotyku, Dominik może w okresie żłobkowym, najpoważniejsza choroba, to ospa i świnka:), a ja sama byłam przeziębiona jakieś... 7 lat temu. Teraz jednak padło na nas wszystkich. Chłopaki wyzdrowieli zaraz po świętach, a my z Weroniką nadal słabe. I tak od 2 tygodni... Jestem już zmęczona tym, że nie mam siły, że ciągle boli gardło i męczy kaszel. Pomimo wolnych dni nie chce mi się nic działać w domu, taka niemoc strasznie mnie irytuje.

Ale nie ma tam, że nic:) W chwilowym przypływie lepszego samopoczucia zamówiłam w necie rolkę tapety pod nazwą stare dechy z myślą o wytapetowaniu całej ściany u chłopaków. Wcześniej ta tapeta położona była jedynie na fragmencie ściany, na szerokość łóżka. Postanowiłam wykleić nią całą ścianę, żeby ją ujednolicić. Ten niebieski kolor jakoś mi się opatrzył, poza tym ściana była już brudna, na dodatek przy wieszaniu półki w kuchni i wierceniu wiertarką udarową odpadł nam kawałek tynku.... takie uroki mieszkania blokowego.


Tapeta jest bardzo łatwa w położeniu, przyklejenie 3 pasków zajęło mi jakieś 15 minut. Zaczęłam od przygotowania sobie odpowiednich kawałków tapety. Po wymierzeniu długości ściany rozłożyłam rolkę tapety i odmierzyłam potrzebny fragment.
 

Potem zgięłam tapetę w miejscu cięcia. Ważne jest równe złożenie, krawędź do krawędzi. Kolejny krok, to ucięcie-nigdy nożyczkami, zawsze nożem. Może być specjalny do tapet, ja używam zwykłego ostrego noża kuchennego
 

Pozostałe potrzebne sprzęty, to miska z klejem i pędzel plus czysta ścierka.
Teraz większości tapet nie trzeba smarować klejem, wystarczy posmarowanie ściany. Jak dla mnie, to rewelacja, bo największy bałagan był zawsze z uklejoną podłogą, na której smarowało się tapetę.

Przy fragmentach z różnymi uskokami tapetę docinam zawsze na ścianie


No i po 15 minutach ściana gotowa:)



Ponieważ został mi jeden dłuższy kawałek tapety, postanowiłam wykorzystać go na fragmencie ściany nad biurkiem chłopaków, która bardzo się brudzi. Miałam najpierw ochotę przykleić tapetę poziomo, ale doszłam do wniosku, że za duży chaos by się wtedy wdał na tak małej powierzchni.
Tapety starczyło na ułożenie 60-cm paska nad biurkiem. Wykończyłam ją u góry drewnianą deską boazeryjną. Pierwotnie chciałam zostawić deskę surową, ale ostatecznie co biała, to biała:)




Dla porównania zestawienie PRZED i PO.
PRZED na górnym zdjęciu. 
Zmieniłam też ramki, zmniejszyłam ilość dupereli na biurku, chowając większą część do szuflad. Ściana się uspokoiła, ale zrobiło się też jakby przytulniej w tym kącie.
 

PRZED                                                      PO
 








Wcześniej byłam sceptycznie nastawiona do tapet, jedyny słuszne rozwiązanie, to było malowanie ścian. Ale od jakiegoś czasu przekonałam się, że warto, bo to szybki i niedrogi sposób na odświeżenie pomieszczenia. Kawałek papieru, a potrafi nadać zupełnie innego klimatu:) Tym bardziej, że dzisiejsze tapety są naprawdę dobrej jakości, łatwo się je kładzie i równie łatwo zrywa.

****
Pozdrawiam Was ciepło, mam nadzieję, że kolejny post uda mi się stworzyć szybciej, niż za 2 tygodnie:) Pozdejmowałam już większość dekoracji świątecznych, choinka rozebrana stoi na balkonie, czekając na wiosnę i posadzenie na działce. Ja też już wyczekuję wiosny i działkowego szaleństwa, aaa...:))