Dobry wieczór!
Dzisiaj wyjątkowo post nie z wiejskiego remontu i wiejskiego ogródka, a z naszego miejskiego salonu:)
Miniony weekend był pierwszym od wielu miesięcy, który tak naprawdę spędziłam w Warszawie w naszym mieszkaniu. Nasze mieszkanie i balkon, odkąd kupiliśmy dom, traktuję trochę po macoszemu i totalnie nie miałam czasu, sił i ochoty na żadne większe zmiany tutaj. Postanowiłam więc spiąć siły i ten pierwszy od dawna "wolny" od remontu weekend poświęcić na odmalowanie salonu...;) Wiem, to nieuleczalna jednostka chorobowa u mnie, jakieś wnętrzarskie i remontowe ADHD... Ale mieszkamy tu ponad 6 lat i salon od nowości nie był jeszcze odświeżany, więc wołał już od dawna o odmalowanie, ściany były po prostu brudne, mieszka tu w końcu 5 osób i pies, a salon jest chyba najbardziej użytkowanym pomieszczeniem. Zanim podjęłam decyzję o przemalowaniu ścian, zrobiłam sobie wizualizację w chaciegpt z delikatnym błękitem, wiedziałam więc, że pójdę w niebieskości:)
Chat podpowiedział mi 3 odcienie i podał dokładne numery z palety NCS. Wybrałam kolor środkowy i kupiłam sobie próbkę tej farby, żeby sprawdzić na kawałku ściany, jak rzeczywiście ten kolor będzie wyglądał
Wybrany kolor okazał się porażką, mocno wpadający w fiolet, zupełnie nie taki efekt chciałam uzyskać.
Dlatego kupiłam kolejną próbkę i tym razem to był strzał w 10.
Kolor, którym pomalowałam, to S2010-B10G (NCS).
Miałam przy okazji ochotę na jakieś przemeblowanie, ale taki układ jest optymalny, jedynie zmieniłam ustawienie kredensu bokiem do stołu. Salon przez to powiększył się optycznie, no i przy sofie zrobiło się więcej miejsca, nie jest już tak wciśnięta między okno a kredens. Samym kolorem i efektem jestem zachwycona, białe meble pięknie kontrastują z tym ciemnym błękitem, jest dalej jasno, trochę pastelowo, ale ciekawiej i weselej. Złote i ciemno drewniane dodatki, to wisienka na torcie;) No i kolorowe dalie i cynie w wazonie robią swoją robotę;)
A dzisiaj zahaczyłam o pchli targ i wróciłam z takimi skarbami:) Obrazki po 5 zł oraz stara sosjerka, misa i donica. Wygooglałam sosjerkę i misę i wychodzi na to, że złowiłam perełki z przełomu XIX i XX wieku za 20 zł:)
A w Half Price takie cudne dwustronne poduchy upolowałam, co prawda dość drogie, ale fajna gruba bawełna, dość duże i z dobrym wkładem, więc warte swojej ceny.
Spokojnego wrześniowego tygodnia:)
Pozdrawiam serdecznie!
Asia










































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz