Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biały kredens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biały kredens. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 grudnia 2015

Szlifierka idealna, czyli kredens na nowo


Witajcie Dziewczyny, dzisiaj post techniczny z dużą ilością zdjęć. 
Dostałam w prezencie .... szlifierkę:) Nowe narzędzie zmobilizowało mnie do odnowienia kredensu, który po prawie 3 latach użytkowania lekko się zniszczył i porysował, szczególnie blat. Kredens stoi w newralgicznym miejscu w naszym mieszkaniu, przy wejściu do salonu i właściwie przy wejściu do mieszkania. Jest praktycznym meblem, który mieści wiele rzeczy, głównie moich skorup, ale podręczne szuflady, blat wykorzystujemy na co dzień, odkładając tam co chwilę różne rzeczy. 

Blat był już mocno porysowany, powgniatany, a i kolor, który na początku mi się podobał, już mocno mi się opatrzył. Pierwotnie kredens był mocno kremowy ( o taki), jakiś czas temu pomalowałam go z zewnątrz jedną warstwą białej farby, co by ten budyniowy odcień lekko wybielić. Ale w planach miałam odnowienie całego kredensu. 
No i tadam, udało się, mam świeżutki, biały mebelek:)
Zapraszam na fotorelację:)


Szlifierka, to moje odkrycie, którym jestem zachwycona. To tzw. mysz firmy  Black+Decker. Jest mała, zgrabna, idealna do niewielkich powierzchni. Podstawa ma kształt trójkąta, dzięki czemu szlifowanie w rogach jest o wiele łatwiejsze. 

Ale najważniejsza zaleta, to zbiornik na pył. Z tyłu doczepiony jest plastikowy pojemnik, który go zbiera. Do tej pory korzystałam ze zwykłej prostokątnej szlifierki, która strasznie pyliła, co w warunkach blokowych było koszmarem. Nie jestem jakimś specem od narzędzi i nie wiedziałam nawet, że istnieją takie niepylące szlifierki:)
Tutaj cały pył gromadzi się w pojemniku, a jego ilości na zewnątrz są śladowe. Więcej bałaganu miałam przy malowaniu kredensu, niż przy jego szlifowaniu. 
Co jeszcze istotne przy szlifierce - zestaw ma dołączoną małą końcówkę do szlifowania małych, trudno dostępnych zakamarków.  Na moje amatorskie poczynania z odnawianiem mebli, to jest to idealne narzędzie, szczególnie, że wszystkie prace wykonuję w salonie lub przedpokoju:) 
Mała, zgrabna szlifierka ze zbiornikiem na pył - mhmmm:) I do tego zapakowana w poręczną, małą walizeczkę...:) Matko, chyba coś ze mną nie tak, skoro podniecam się szlifierką...:)






Poniżej kredens w trakcie prac, widać zeszlifowany już lekko blat i plecy

I po zakończeniu prac

PRZED                                                          PO







Przeszlifowałam i pomalowałam też środek kredensu, na zdjęciu poniżej widać, jak mocno budyniowy był pierwotny kolor


PRZED                                                           PO

Po odnowieniu w końcu najprzyjemniejsze, czyli dekorowanie kredensu na święta :) 
Na górze trochę żywych gałęzi, lampki na baterie i trochę bombek. Na szybach gwiazdki na tasiemce, a na blacie trochę bombek i szyszek w szklanym naczyniu.












***
A w następnym poście może w końcu wyjdę z salonu i pokażę Wam świąteczne dekoracje kuchni i przedpokoju:) W kuchni zrobiłam mały lifting okolic okna, mam też jeszcze w najbliższych planach zakup ikeowskiej półki na talerze. Może przed świętami się uda:)

Miłego dnia!

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Święta w kolorze blue



Witam Was serdecznie! Święta zbliżają się wielkimi krokami, nie wiem, czy to tylko mi tak szybko ucieka każdy dzień, czy to norma dla wszystkich pracujących matek-polek? Nawał obowiązków zawodowych w ostatnim czasie sprawił, że na maksa musiałam wykorzystać każda wolną chwilę na cele domowo-rodzinne. I tak udało mi się w tzw. międzyczasie zmienić koncepcję dekoracji świątecznych w salonie z czerwonej na błękitną. Potrzebowałam czegoś spokojniejszego, niż biało-czerwone, mocno kontrastowe. Postawiłam na połączenie bieli i błękitu i przy okazji spożywczych zakupów w Tesco zaszalałam i dokupiłam sobie 2 kubki w białe gwiazdy i polarowy błękitny koc, wszystko po cenie kilku złotych:)




Nową oprawę kolorystyczną dostała też kominkowa atrapa. Sprawdzony patent, to trochę gałęzi (u mnie niestety sztuczna girlanda), lampki i kilka bombek lub gwiazdek w podobnym odcieniu. Wykorzystałam też pasującą kolorem tabliczkę LOVE, którą dostałam od Asi z Uwielbiam czarować.







Inna prosta dekoracja, którą wykorzystuje od kilku lat, to po prostu kilka szyszek położonych na paterze czy dekoracyjnym talerzu plus jakieś bombki. Szyszki nazbierane są przez nas własnoręcznie w kołobrzeskim nadmorskim parku. W tym roku pociągnęłam je trochę białą farbą.






Na biało przemalowałam też jedną stronę konia na biegunach, który pierwotnie był cały czerwony oraz metalowy domek na tealighty.








No i mamy też już choinkę. Jak zawsze żywą, ogromną, zajmującą pół pokoju:) 
A co tam...:)




I już na koniec kilka wieczornych migawek. Światełka, lampki, świece robią niesamowity klimat



I ulubiony nie tylko przeze mnie kąt w salonie:)


no i nasz śpiący królewicz w swoich gwiazdkach:)


Uff, dobrnęłam do końca;) W tym tygodniu czeka mnie jeszcze wigilia w pracy, pakowanie naszej familii na święta, jednodniowy służbowy wyjazd do Krakowa i wyjazd do Kołobrzegu... Na szczęście potem tyle wolnych dni, że chyba oszaleję z nadmiaru wolnego czasu...:) 
Trzymajcie się ciepło Mili!