czwartek, 12 grudnia 2019

Demolka rozpoczęta;)


Witajcie Dziewczyny!
Prosiłyście o relacje z placu boju, więc proszę bardzo:)

We wtorek po południu weszła nasza ekipa remontowa, najpierw w postaci jednego Pana Budowlańca, w środę w postaci dwóch panów:)
Na zdjęciach poniżej efekt ich pracy przez te 1,5 dnia:)

Po pierwsze wyniesione zostały do kontenera panele pcv, które zdemontowaliśmy z Pawłem w weekend ze ścian, a które zalegały w pokoju Weroniki i w przedpokoju, a także dzieisątki listewek i listeweczek.
Zdemontowane zostały całkowicie meble kuchenne i zlew, a także skute zostały płytki na ścianach w kuchni i niemal w całej łazience.
Zdemontowana została też całkowicie szafa przesuwana w przedpokoju.

Wczoraj po wejściu do mieszkania moim oczom ukazał się taki piękny widok:))
Nie ma okropnych płytek na ścianie i pomarańczowych mebli, mimo totalnej demolki, mieszkanie dostało oddechu, tak wizualnie:)




Plan na dzisiaj i jutro, to dokończenie skucia płytek i glazury w kuchni i łazience, a także wybicie przejścia z kuchni do pokoju, które będzie na tej ścianie, ok. 70 cm od okna.


Piękna fioletowa łazienka wygląda teraz tak:) 
Po zdemontowaniu wanny i odkryciu rur okazało się, że możemy mieć prysznic bez brodzika z odpływem liniowym, na niewielkim podwyższeniu (ok. 6-10 cm). Bardzo mnie to ucieszyło, bo myślałam o takim rozwiązaniu, ale nie byłam pewna, czy będzie możliwe To oznacza, że nie musimy kupować brodzika, wystarczy odpływ zabudowany w terakotę na podłodze.




Przedpokój zastaliśmy wczoraj zastawiony workami z glazurą, a końca jeszcze nie widać...



Mam nadzieję, że jutro już zastanę wybite przejście do kuchni, którego jakoś nie moge sobie jeszcze wyobrazić, chociaż mieliśmy okazję zobaczyć jak to wygląda u sąsiadów dwa piętra niżej:)
 
W weekend planujemy również przejażdżkę po sklepach budowlanych, chciałabym kupić już glazurę, terakotę i geberit. Glazurę do łazienki miałam już właściwie wybraną, ale jedna z moich czytelniczek podesłała mi zdjęcie pięknych płytek, które muszę obejrzeć na żywo i chyba się na nie zdecyduję:) 
Na razie nie zdradzę Wam, jakie będą:) Jak kupię, to pokażę:)

Uściski, pozdrawiam!
Kolejna fotorelacja już niebawem:)

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Remont - dzień 1



Witam Was serdecznie! 😀

Dzisiejszym postem zaczynam na blogu serię pt. nowe M:)
Zamiast raczyć Was pięknymi zdjęciami ze świątecznymi dekoracjami, będę straszyć demolką, gruzem i obdartymi ścianami:)

Dla niewtajemniczonych - miesiąc temu kupiliśmy 5-pokojowe mieszkanie na Ursynowie w bloku z 1994 roku, dokładnie 84,4 m kw.

W sobotę odebraliśmy klucze i tak naprawdę dopiero wtedy, po przekazaniu mieszkaniu, dopełnieniu wszystkich formalności i pożegnaniu się byłych lokatorów, poczułam, że "mamy to":)
Była właścicielka z żalem żegnała się z mieszkaniem słowami "żegnaj domku" :) Właściciele mieszkali tu od początku, czyli od 1994 roku, nie dziwię się więc, że z sentymentem opuszczali mieszkanie.

Dostaliśmy klucze do ręki i od razu zabraliśmy się z Pawłem do pracy:)
Pomimo tego, że od wtorku wchodzi ekipa remontowa, na razie głównie do łazienki, nie mogliśmy powstrzymać się od działania i rozpoczęcia demolki...:)

Ale zanim opowiem Wam, co udało nam się zrobić w kilka godzin wczoraj i przedwczoraj, pokażę Wam poszczególne pomieszczenia:)

No to co, gotowi na zdjęciowy spam? :)

Na początek pokoje chłopaków, na zdjęciu poniżej widok z kuchni na wejścia do ich pokoi.


Pierwszy z lewej to będzie pokój Dominika, ten po prawej Mikołaja. Jak widać pokoje malutkie, niespełna 8 m kw., ale kto ma dwóch chłopaków w 1 pokoju wie, że kluczowe jest ich rozdzielenie...

Podłoga w ich pokojach, jak z resztą w niemal całym mieszkaniu, to klepka (mozaika) chyba jesionowa, ale w bardzo dobrym stanie.
Marzyłam oczywiście o nowej podłodze, jakimś eleganckim parkiecie lub dechach drewnianych, ale zdecydowaliśmy, że zostawiamy tę mozaikę. Oczywiście będziemy ją cyklinować, a co do wybarwienia i zabezpieczenia, to jeszcze pomyślę. Myślałam o ługowaniu, czyli wybieleniu jej, żeby nie żółkła, ale nie wiem, jak by się to sprawdziło w praktyce.
Może ktoś z Was ma doświadczenia z ługowaniem podłogi?




Ta żółta oaza poniżej, to nasza sypialnia:)

Oczywiście rozmiar również nie powala (2,5 x 4,6 m), ale duża szafa, łóżko i jakaś toaletka się zmieszczą:)
Jak widzicie w sypialni jest zabudowana szafa, myślałam wcześniej żeby ją może zostawić i odnowić, ale jest jednak w bardzo złym stanie, więc wylatuje:)



W sypialni najbardziej widać różnicę, jak drewno żółknie.
Ten jasny fragment to miejsce, gdzie stało łóżko.
Podobnie jest we wszystkich pokojach, tam gdzie były dywany, meble, jest jasna, natomiast w pozostałych miejscach mocno zażółcona, no i oczywiście bardziej wytarta.


A teraz zapraszam do salonu:)
Podłoga w takim samym stanie jak opisałam powyżej, ściany, sufit do lekkiego wygładzenia i oczywiście odmalowania.
Pokój póki co wydaje mi się ogromny:)

W salonie mamy klimatyzator, ale jest okropny, zastanawiam się, czy można wymienić samą obudowę tego urządzenia. Jeśli nie, będę musiała wymyślić, jak go praktycznie zasłonić...



Na tej ścianie będzie wejście do kuchni, tak bardziej po prawej stronie, na szerokość ok. 120-150 cm.



No i łazienka, remontowana kilka lat temu.
Niestety nie moje kolory zupełnie...
Dlatego jako pierwsza idzie do remontu, bo wiadomo, że remont łazienki jest najbardziej absorbujący...
Układ zostanie taki sam, obok umywalki będzie zabudowana pralka, zamiast wanny duży prysznic od ściany do ściany 150 cm szeroki.




A tak prezentuje się przedpokój  od strony drzwi wejściowych.
To nadproże po prawej strony to element ściany nośnej, nie do ruszenia.

Jak widać w przedpokoju rządzą, a właściwie rządziły na ścianach szare panele pcv...

Na podłodze jest wykładzina dywanowa, pod którą jest taka sama drewniana mozaika, jak w pokojach.
Już się nie mogę doczekać zerwania tej wykładziny, kiedy to, mam nadzieję, moim oczom ukaże się piękna, jasna, zadbana drewniana podłoga...:)


No i moje Drogie Panie, widok na kuchnię...:)

Kuchnia, podobnie jak łazienka, jest w kolorach zupełnie nie z mojej bajki...

Domyślam się, że w latach 90-tych robiła wrażenie i generalnie naprawdę meble są w dobrym stanie.
Ale ten miks kremowego, pomarańczowego z bladoróżowymi płytkami z bordowym dekorem zupełnie do mnie nie przemawia...:)

Tu, gdzie jest teraz wejście do kuchni, będzie ściana, za którą od strony kuchni będzie lodówka, piekarnik i słupek. Ściana z lustrem, to ściana od szafy wnękowej, która zniknie, bo też jest już w bardzo złym stanie, a w jej miejsce pojawi się ogromna 2-metrowa szafa sięgająca do tego nadproża, z drzwiami po lewej stronie. Plecami do niej będzie zabudowana druga szafa, z drzwiami od strony pokoju Weroniki, który jest po prawej stronie kuchni...

Wiem, że to lekko skomplikowane:)
Ale chcemy maksymalnie wykorzystać ten ogromny przedpokój.



Poniżej widok na pokój Weroniki z kuchni.

Poprzedni właściciele połączyli kuchnię z tym pokojem i mieli tu jadalnię.

Pomysł super, i pewnie bym też tak zostawiała, gdyby nie był nam potrzebny piąty pokój:)

Jak widać w tym pokoju również rządziły na ścianach szare panele pcv.
Miałam przebłysk, żeby je zostawić i pomalować na biało, ale ostatecznie zrezygnowałam z tego i bardzo się cieszę, bo raz że oszczędzimy trochę centymetrów, a dwa, że po zerwaniu okazało się, że pod panelami zebrało się trochę brudu przez te wszystkie lata...



To widok na kuchnię z przyszłego pokoju Weroniki. 
Tu będzie oczywiście ściana.



No i po weekendowej demolce - udało się nam zerwać panele z całego pokoju i większości przedpokoju. Zdemontowaliśmy też część mebli kuchennych, sprzęt agd, mnóstwo listew, listewek, kątowniczków...





Tu widać, ile miejsca zabierają panele - zmierzyłam centymetrem, wyszło ok 4 cm z 1 strony. To oznacza 8 cm węższy przedpokój np., więc to sporo...



Przedpokój od razu pojaśniał, a to dopiero początek:)


Wczoraj po zdemontowaniu części szafek kuchennych i sprzętu


I po zdemontowaniu szaf w sypialni:)



A od wtorku startujemy z remontem łazienki. Największa demolka, to będzie skuwanie płytek, a także usunięcie starych ościeżnic od wszystkich drzwi. Chcemy też jeszcze przed świętami wyburzyć przejście z salonu do kuchni.


Ach... I cieszę się bardzo i przeraża mnie ogrom prac, a także cała logistyka remontowa i połączenie tego wszystkiego z normalnym życiem rodzinnym, obowiązkami, no i pełnoetatową pracą...

Ale odwrotu nie ma, ekipa zaklepana, kontener zamówiony... :) 

Trzymajcie się ciepło, bez odbioru :)



niedziela, 1 grudnia 2019

Kuchenny kalendarz adwentowy


Cześć Dziewczyny!

Na blogach i instagramie pełno zdjęć i postów z kalendarzami adwentowymi, więc i u mnie nie mogło zabraknąć zdjęć naszego kalendarza. Miałam go sobie odpuścić w tym roku, jestem w notorycznym niedoczasie ze wszystkim, wstaję codziennie o 6 rano i ciągle chce mi się spać, poza tym myślami jestem już na naszych nowych 85 metrach:)

No ale dobra, chłopaki stwierdzili, żeby robić, więc w sobotni wieczór kleiłam, pakowałam i wiązałam:)

Pomysł i akcesoria zeszłoroczne - wykorzystałam papierowe torebki śniadaniowe, naklejki z cyferkami, kolorowe tasiemki-miks wzorów i kolorów oraz małe klamerki drewniane z numerkami również. Gdybym miała więcej czasu i sił oczywiście kalendarz bym bardziej odpicowała:) Na pewno lepiej wyglądałyby torebki w brązowym kolorze z jakimiś np. retro cyferkami.

Sprawdziło się również zeszłoroczne miejsce na kalendarz, tzn. nad stołem w kuchni. Torebki powiesiłam na kuchennym relingu. W każdej torebce słodycze dla mojej świętej trójcy:)
W tym roku bez zadań, ale generalnie zadania adwentowe w kalendarzu, to super sprawa:)

Nie przytargałam jeszcze z piwnicy pudeł z dekoracjami, zrobię to pewnie w następny weekend po 6 grudnia:) Dlatego właściwie jedynym akcentem świątecznym jest cyprysik.






Ostatnio z Kołobrzegu przywiozłam sobie takie autko - kulę, a właściwie kuleczkę śnieżną :)
Teraz jak znalazł:)


I tak naprawdę niewiele potrzeba, żeby wprowadzić atmosferę Świąt - wystarczy ładna ściereczka, cyprysik, gwiazdka. Wcale nie trzeba każdego kąta i każdego wolnego miejsca zapełniać dekoracjami. 
Obserwuję na różnych forach na FB i innych, jak łatwo można przesadzić z dekorowaniem... 
Może i wkładam kij w mrowisko, bo samej mi też często ciężko zrezygnować z jeszcze jednych światełek, czy gwiazdki na kredensie, ale trzymajmy się starej zasady, że mniej znaczy więcej 😀

Pozdrawiam Was ciepło w ten grudniowy wieczór!