środa, 19 października 2016

Materac od Emmy

 


Witam Was serdecznie! Dzisiaj post łóżkowy, a właściwie materacowy:) 
O zaletach posiadania dobrego, wygodnego materaca nie będę się rozpisywać, wiadomo, że jest to podstawa dobrego snu. Ja niestety ubolewam niemal każdego dnia, że jakiś czas temu musieliśmy poświęcić naszą sypialnię i nasze łóżko na rzecz pokoju dziecięcego. Kuty, metalowy zagłówek łóżka czeka do dziś w piwnicy na nową sypialnię i większe M, może kiedyś... :) Sofa, która pełni funkcję łóżka jest ok, ale wiadomo, nigdy nie będzie wygodnym materacem.

Dzisiejszy post powstał we współpracy z firmą Emma Materac, która zaprosiła mnie do przetestowania ich materaca. Sypialni własnej już nie posiadamy, ale w najbliższych planach miałam wymianę jednego z materacy u chłopaków, u których stoi łóżko piętrowe. Ten materac, który planowałam wymienić ma mniej więcej tyle lat, co Mikołaj (prawie 10) i przeżył już wiele:) Wiadomo, jak to jest z małymi dziećmi - a to się coś wyleje, a to w nocy zdarzy się jakiś wypadek... Propozycja Emmy spadła mi więc jak z nieba:)

Zamówiłam materac, rozmiar 90x200 cm i już po kilku dniach kurier przytargał na nasze 4 piętro wielkie pudło, mimo, że planowany czas dostawy wynosił 3-4 tygodnie.


W pudle na "dzień dobry" czekała miła niespodzianka - fajna płócienna torba, którą przygarnęła od razu moja córka




Wartość dodana przesyłki - radocha dzieciaków z wielkiego pudła :) Stało u nas jeszcze przez kilka dni:)



Zastanawiałam się wcześniej, jak będzie wyglądała przesyłka, bo wiedziałam, że materac jest bardzo gruby i lekko się obawiałam, że będzie potrzeba dużo czasu, żeby po rozpakowaniu się "ułożył".
Ale tak naprawdę wystarczyło kilka minut po wyjęciu z opakowania i był gotowy do użytku.



 I tadam - rozwinięty na łóżku w całej okazałości

 O szczegółach budowy materacy możecie poczytać na stronie internetowej Emmy.
Natomiast moje pierwsze wrażenie, tak po kilku dniach użytkowania, to przede wszystkim plus za materiał, z którego zrobiony jest materac. Ma on różne warstwy, które powodują, że dopasowuje się on idealnie do ciała. Ważna jest też jego grubość - 24 cm.
Ogromnym plusem jest też zdejmowany pokrowiec, który można prać. Poprzedni nasz materac nie miał takiej opcji, nad czym mocno ubolewałam, bo nie miałam możliwości dobrze go wyczyścić.

O tym, jak materac się sprawdza, napiszę za jakiś miesiąc, kiedy trochę go potestujemy.


 

No to zaczynamy testy... :)



****
A wspólnie z Emmą chciałabym zaprosić Was do konkursu na najprzytulniej zaaranżowane łóżko:) 
Mogą być Wasze sypialnie lub wizualizacje tych wymarzonych.  

Termin: do 6 listopada
e-mail: joannabryk@gmail.com
Autor najprzytulniej zaaranżowanego łóżka zostanie nagrodzony voucherem do sklepu Emma Materac o wartości 200 zł oraz klimatycznym prezentem-niespodzianką ode mnie:)

Pora roku sprzyja wylegiwaniu się między poduchami, kocami i pledami, czekam więc z ogromną ciekawością na zdjęcia od Was i zapraszam do zabawy:)




****
A pozostając w tematach wnętrzarskich wrzucam fotki z aktualnego looku pokoju moich dwóch panów-wiek 6 lat i 9,5.
Ikeowski regał kallax ustawiłam poziomo pod oknem, żeby panowie mieli więcej miejsca na swoje zestawy Lego i inne bardzo ważne rzeczy:) Dzięki temu za łóżkiem zrobił się przytulny kąt do siedzenia.

 

 




Tu jeszcze ze starym dolnym materacem. Niestety moje ulubione prześcieradło w gwiazdki jest ciut za małe na nowy materac, muszę dokupić większe


 





Strzałem w 10-kę było postawienie u chłopaków jednego wspólnego długiego biurka. Każdy z nich ma swoją przestrzeń, ale jednocześnie mogą wspólnie robić wiele rzeczy i się nie cisnąć








Kończąc tego posta-tasiemca pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz zapraszam do zabawy:)

wtorek, 11 października 2016

Jesienne nowości


Witam Was serdecznie! Wpadam z krótkim postem, bo jak zwykle czasu brak, ciemno za oknem, a na dodatek nadal męczę się z brakiem aparatu i do pstrykania zdjęć mam na razie tylko tzw. małpkę :)

Nie da się ukryć, jesień nadeszła na dobre, odczuwam to szczególnie o 7.00 rano w drodze do pracy... Zachciało mi się lekkich zmian kolorystycznych w kuchni. Robiąc 3 zestawy śniadaniówek do szkoły o godz.6.00, kiedy jeszcze ciemno za oknem wolę patrzeć na coś rozgrzewającego:)  Chłodne błękity w dodatkach zastąpiłam cieplejszymi pastelami. Moja ulubiona półka na kuchenne durnostojki wygląda teraz tak:



Z czeluści szuflady ze ścierkami kuchennymi wygrzebałam 2 ściereczki w stylu Green Gate, które kupiłam kiedyś okazyjnie w Home&You i zupełnie o nich zapomniałam, bo jakoś nie pasowały mi do błękitów. A teraz jak znalazł :))






****
A teraz jesienna nowość w salonie. 
Otóż w sobotni wieczór namówiłam męża na szybki wypad do Ikei po pewną część do szafy, którą niedawno zamawialiśmy do pokoju, a której akurat nie było na stanie, jak szafę kupowaliśmy. To taki stojak do środka, do którego można zamontować wysuwane koszyki.
Jechałam do Ikei z tą tylko jedną rzeczą na liście, czytaj w mojej głowie :) 
Wiedziałam, że czasu mam mało, był już wieczór, do zamknięcia sklepu 1 godzina. 
Jakaż była moja radość, kiedy okazało się, że sklep jest czynny godzinę dłużej i mam na zakupy całe 2 godziny:)

Zaszalałam na stoisku z tkaninami i kupiłam 5 metrów kraciastej tkaniny na zasłony, do której już kiedyś robiłam podejście. Wzór wiem, kontrowersyjny, nie każdy go lubi, taki z wiejskiego domku lekko:) Jak powiedziałam mamie, że kupiłam materiał w dużą brązową kratę na zasłony, to nie mogła uwierzyć:) Ale mi się podoba. Jest przytulny i ociepla pokój wizualnie. 
Poniżej moje próby upięcia tkaniny na szybko na karniszu. Podszycie musi poczekać do weekendu.




Do domu przyjechaliśmy też z nową lampą stojąca. Klasyczna, ikeowska, żadne fajerwerki, czy nowoczesny dizajn. Brakowało mi stojącej lampy w tym miejscu, szczególnie teraz, gdy ciemno robi się już bardzo szybko. Ten klosz daje ładne, rozproszone światło.


I król na swoim tronie :)
Morda moja... :)

Ściskam Was ciepło!