Witajcie, weekend w Berlinie za nami. Dojechaliśmy szybko, szybciej niż nad morze do Kołobrzegu, i równie szybko minął nam czas spędzony w rodzinnym gronie. Tak jak przypuszczałam, z dziećmi nie za wiele da się zwiedzić i zobaczyć, tym bardziej, że łącznie mieliśmy pod opieką 7 dzieci, które były głównie zainteresowane bieganiem po parku i jedzeniem lodów:) Ale sztandarowe miejsca Berlina odwiedzone, a mi udało się nawet wpaść do niemieckiego Nanu-Nana i na weekendowy targ staroci.
Przyjechałam bogatsza m.in o szklany prosty wazon, ceramiczne białe ptaszki i tabliczkę kuchenną. Takich elementów przecież nigdy za wiele:)
Na tzw. flohmarkcie wypatrzyłam wiklinowy koszyk z myślą o rowerze, ale na balkonie też wygląda nieźle i chyba tu zostanie. Z niecierpliwością czekam na ocieplenie i ruszenie z pracami balkonowymi. Póki co zimno i pada...
A na deser kupiłam sobie kilka niemieckich gazet wnętrzarskich i dzielę się z Wami inspiracjami:)
A dzisiaj znowu pakujemy torby i jedziemy na święta do Ostrołęki, więc znowu czeka nas rodzinny weekend:)
Pozdrawiam serdecznie!