środa, 22 lipca 2026

Remont dachu

Cześć, witajcie!

Blog okrył się kurzem, ostatni post z maja, a post z remontu domu z kwietnia... 

Tak bym chciała regularnie wrzucać tu zdjęcia i opisywać postępy prac, ale totalnie nie mam na to czasu i mocy przerobowych... Nazbierało mi się od kwietnia mnóstwo zdjęć, dużo też w sumie zrobiliśmy w naszym domku, więc może postaram się jakoś sukcesywnie dodać zaległe zdjęcia posegregowane w tematyczne posty.

Stan na dzisiaj wygląda tak:)

 

A rok temu było tak:

 

 

Zacznę od najgrubszych prac, czyli remontu dachu. Jak już wspominałam, dach remontujemy sami, czytaj mój mąż Paweł z pomocą starszego syna Mikołaja. Wiem, że brzmi to jak szaleństwo;) Ale można powiedzieć, że najgrubsze i najcięższe prace dekarskie za nami, w co sama nie mogę uwierzyć... 

Remont dachu rozpoczęliśmy w kwietniu, po świętach wielkanocnych, więc trwa to już ponad 3 miesiące. Ktoś powie, że to długo, ale raz, że nie robimy tego każdego dnia, tylko w weekendy lub czasami w tygodniu po pracy, a dwa, że czasami pogoda nie pozwalała na pracę, bo wiało, lało itd. lub gdzieś akurat wyjeżdżaliśmy. 

Dzięki temu, że dach jest podzielony tak naprawdę na 3 mniejsze części, trochę łatwiej było rozplanować prace (jest część środkowa nad poddaszem, część nad obiema sypialniami i część nad salonem) i wymiana całego drewna odbywała się właśnie w takich 3 etapach. Najpierw wymieniliśmy wszystkie krokwie, belki, deski nad strychem, później nad dwiema sypialniami (prawa część domu) i na końcu nad salonem (lewa część domu). Wymiana całego drewna oznaczała zerwanie starej papy, demontaż całej starej konstrukcji dachu, zrobienie nowej konstrukcji z nowych desek i położenie nowej papy. Na to pójdzie jeszcze niedługo blachodachówka, ale zostały jeszcze prace murarskie. 

Na kolejnych zdjęciach możecie zobaczyć w skrócie cały ten 3 -miesięczny proces i przede wszystkim okropny remontowy sajgon i bajzel. Każda stara deska i każdy kawałek papy oraz gruzu przeszedł właściwie przez moje ręce. Za domem mamy składowisko odpadów, które posegregowałam i czekają na wywiezienie. Mam wrażenie, że wykonuję ogrom pracy, której w ogóle nie widać, właśnie typu układanie starych desek, segregowanie gruzu od papy, notoryczne wynoszenie gruzu z obtłukiwanych ścian, czy zamiatanie w domu sześćdziesiąty raz w ciągu dnia...;)

Pracy przed nami jest jeszcze mnóstwo, ale jak patrzę na zdjęcia sprzed roku, gdy kupiliśmy tę chatę, to mimo wszystko widzę duży postęp. Oczywiście już nie mogę doczekać się lżejszych prac wnętrzarskich, typu malowanie ścian, czy kładzenie płytek, kiedy będę mogła wkroczyć do akcji i kiedy w końcu będzie widać efekt;)

Zapraszam na fotorelację:)

Pozdrawiam serdecznie!

Asia 

 


 
   

 

 








 








 






























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz